Pokazywanie postów oznaczonych etykietą j dilla. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą j dilla. Pokaż wszystkie posty

25 lutego 2010

Galus/Pokój Czarnych Płyt - 100206 - na siedmiu calach!

Ja dziś z (nie)małym newsem wpadam

Galus a/k/a Pokój Czarnych Płyt - beatmaker - przekot. Zapaleniec wosków, Sp12 i klasycznej XL'ki. W zeszłym roku jego beat tapem - Retro Lyrics zaopiekowało się Soulspazm Records. W tym roku na 4 rocznicę śmierci niezapomnianego Jay'a Dee sklepał razem z Dj'em Krugiem projekt "100206".


Oto co napisał Galus na swoim myspace...

Projekt 100206 ujrzy światło dzienne na płycie winylowej, ze względu na czas trwania tego materiału zostanie on wytłoczony na 7 calowym krążku. Aby jak najbardziej oddać klimat tej produkcji, masteringiem całości zajmie się Dave Cooley ze studia "elysianmasters" w Los Angeles, czyli człowiek odpowiedzialny za finalne brzmienie płyt Jaylib - Champion Sound, J Dilla - Donuts oraz większość produkcji związanych z niezależnym HipHopem instrumentalnym z zachodniego wybrzeza. Termin wypuszczenia projektu na winylu przewiduje na ostatnie dni marca/pierwsze dni kwietnia. Dokładną datę premiery podam niebawem....

Pozdrawiam

Ja się już jaram!
A projekt "100206" odsłuchacie na myspace Galusa. Przy "Fly Jay" odlecicie. Naprawdę!

1 kwietnia 2009

Jak Bartek Królik i Andrzej Cała oceniają Jay’a Dee?



Bartek Królik (Plan B, Łąki Łan, ex-Sistars)

1. Kiedy pierwszy raz spotkałeś się z muzyką Jay'a Dee i jakie były Twoje pierwsze wrażenia?

Kilka lat temu usłyszałem oficjalnie pierwszy raz jego nagranie, kiedy kolega przedstawił mi: "oto J Dilla". Ale nie wiedziałem, że wcześniej nieświadomie spotykałem się wiele razy z jego muzyką np. na płytach innych wykonawców.

2. Co najbardziej kochasz w jego muzyce?

Poszanowanie i kultywowanie tradycji muzyki, z której wyrósł i którą potem odświeżał, pokazywał młodszym pokoleniom samplując w swoich utworach. Cała filozofia "laid back" od razu mnie wkręciła. Najlepsze jest to, że brzmienie MPC to jego brzmienie. Podoba mi się, że mimo analogowych i ciepłych sound'ów potrafił sprawić, że były bardzo "niebezpieczne". Uwielbiam przestrzeń i elektronikę w ostatnich bitach jakie zrobił. Ale przede wszystkim "punchy" brzmienie bębnów w każdym bicie. Tego nie da się podrobić.

3. Jakie są Twoje ulubione bity tego producenta?

a) "Trashy" i "Kamaal" z "Vintage" ("Unreleased Instrumentals From Jay Dee Of The Ummah")

b) "Bye" z "Donuts"

c) "E=mC2" i "Jungle Love" z "Shining"

4. Która płyta spod ręki Jay'a Dee jest Twoją ulubioną i czemu?

Lubię "Vintage" najbardziej i najlepsze, że zupełnie nie wiem dlaczego...

5. Jak myślisz, jakby wyglądała kariera Jay'a Dee aktualnie, gdyby żył? W jakim kierunku, by się rozwinęła, gdzie by teraz był, na jakim etapie, itp?

Myślę, że poszedł by eksperymentalnie w głębszą elektronikę, ale cały czas w konwencji hip-hop. Zresztą niezależnie od tego co by zrobił, na pewno wyznaczałby właściwy kierunek.

6. Czy Jay Dee zasługuje na taki kult jaki aktualnie posiada, czy może uważasz, że ta "cała otoczka" jest lekką przesadą?

Każdej osobie, która w znaczący sposób przyczyniła się do rozwoju muzyki należy się szacunek. U mnie w studio zdjęcia J.Browna, J Dilli, M.Jacksona i innych będą wisiały w widocznym miejscu i w specjalnych oprawkach.

7. Czy Dilla zmienił Twoje życie, a jak tak to w jaki sposób?

Pytaaanie... (uśmiech).

Andrzej Cała (infomuzyka.pl, andrzejcala.blox.pl)

1. Kiedy pierwszy raz spotkałeś się z muzyką Jay'a Dee i jakie były Twoje pierwsze wrażenia?

Było to zapewne przy okazji płyt The Pharcyde, Mad Skillza, Busta Rhymesa "The Coming", rzeczy A Tribe Called Quest i "Stakes Is High" De La Soul. Szczerze mówiąc nie do końca zwracałem jeszcze wtedy uwagę na to, kto produkuje kawałki na tych albumach, ale skoro słuchałem ich bardzo często i do dziś wracam to znaczy, że wrażenia były jak najbardziej pozytywne. Pierwsze takie na maksa świadome podejście do jego twórczości to płyta Slum Village "Fantastic Vol. 2", od wtedy to już miłość bezgraniczna.

2. Co najbardziej kochasz w jego muzyce?

Banalne i krótko - klimat, groove. Niesamowitą zdolność produkcji bujających, cudownie odwołujących się do soulu bitów. U J Dilli wszystko cudownie płynie.

3. Jakie są Twoje ulubione bity tego producenta?

Nie umiem wymienić chociażby piątki tych naj. Jest ich dużo, dużo więcej. Nie umiem, po prostu. Ale gdybym miał wybrać tylko ten jeden jedyny, który zostanie mi po końcu świata, wybrałbym "Swagger" z płyty Illa J.

4. Która płyta spod ręki Jay'a Dee jest Twoją ulubioną i czemu?

"Fantastic Vol. 2" Slum Village. Wchodzi mi w całości bez wazeliny, nawet dwa czy trzy plastikowe, barbarzyńsko drewniane bity mają tam swój klimat. Całość zwyczajnie wymiata. To taki Jay Dee, jakiego pokochaliśmy - płynący, z jednej strony przebojowy, a z drugiej wciąż undergroundowy. Niski basik, przyjemny soulowo-jazzujący klimat, można włączyć na słuchawki i przez godzinę poczuć się jak w lepszym świecie. Najlepszą rekomendacją dla jego produkcji na "Fantastic Vol. 2" jest to, że płyty da się słuchać i jarać nią na maksa pomimo fatalnego rapu SV. To naprawdę wyczyn w przypadku całego krążka, a nie tylko singla.

5. Jak myślisz jakby wyglądała kariera Jay'a Dee aktualnie, gdyby żył? W jakim kierunku, by się rozwinęła, gdzie by teraz był, na jakim etapie, itp?

Bardzo, ale to bardzo nie lubię takiego gdybania. Nie podejmę się takiej odpowiedzi. Na pewno gdyby był zdrowy to dostarczyłby nam kolejnych zajebistych płyt, produkcji. Tylko tego jestem pewny.

6. Czy Jay Dee zasługuje na taki kult jaki aktualnie posiada, czy może uważasz, że ta "cała otoczka" jest lekką przesadą?

Bardzo spokojnie do tego podchodzę. Nie osiągnęło to przecież nigdy poziomu fanatyzmu, jaki dotknął po śmierci 2Pac. Jeśli chociaż 10 osób za sprawą tej otoczki załapało przekaz Dilli, zaciekawiło się jego muzyką to nie można mieć wątpliwości, że lepiej późno niż wcale. Czasu nie cofniemy, pewnych tragicznych wydarzeń też. Niech więc w wartościowych środowiskach niesie się dobre słowo i niosą się konkretne produkcje.

7. Czy Dilla zmienił Twoje życie, a jak tak to w jaki sposób?

Kiedyś już napisałem o tym na blogu, więc posłużę się tamtym cytatem: - Czy zmienił moje życie, czy to naprawdę hasło mające jakąś wartość, czy tylko piękny slogan marketingowy? Na pewno zmienił podejście do wielu rzeczy. Zmienił punkt widzenia na hiphopową produkcję. Zmienił punkt widzenia na wykorzystywanie sampli, na łączenie gatunków. Był przy okazji fantastycznym raperem, cholernie pewnym siebie, strasznie walecznym w taki ludzki, a nie bufonowaty sposób.

1 marca 2009

Jay Dee - Pay Jay



Artysta: Jay Dee
Tytuł: Pay Jay
Format: LP (12"), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: brak (bootleg)
Rok wydania: 2008
Gatunek: Hip Hop

Strona A
1. Diamonds
2. We F'ed Up feat. Frank-n-Dank
3. Remember feat. Bilal
4. Fight Club feat. Boogieman, Nottz
5. Creepin' On You

Strona B
1. Trucks
2. No One Knows
3. Drive Me Wild
4. Diary
5. Remember (remix)

Historia (rzekomo) wygląda tak. W 2001 śp. James Yancey nagrał ten materiał dla MCA, które najwidoczniej olało sprawę, wyrządzając dużą krzywdę hiphopowym głowom dookoła świata. To miał być chyba majorsowy debiut Jay'a. Best kept secret przestal być sekretem, kiedy na swoim blogu Kanye wrzucił "We F'ed Up" i wyjaśnił po części sprawę. Nic nie jest pewne na 100%, wszystko to niepotwierdzone oficjalnie plotki, więc chyba tym fajniej.
Materiał jest o tyle ciekawy, że poza jednym bitem nie ma tu produkcji Dilla Dawga (nie będę wszędzie dodawał "podobno", sami pamiętajcie). Są za to bity od Kanye'go, Nottza, Pete Rocka, Bink!a, ?uestlove'a i Karriema Rigginsa, Hi-Teka, Waajeeda oraz Supa Dave Westa. Doborowe towarzystwo, co? No.
Dilla sobie porapował. Zajawka tym większa, że Jay nie tylko rapował, ale fajnie rapował. Co prawda w większych dawkach słyszeliśmy go np. na "Champion Sound", ale to nie był solowy projekt. Poza konkursem, myślę, że możemy mówić o czołówce zeszłego roku. A już na pewno mamy do czynienia ze zwycięzcą w kategorii "najlepszy album roku 2008 nagrany w roku 2001". Wielka szkoda, że nie ujrzał oficjalnie światła dziennego, kawał dobrej roboty. Świetna produkcja, flow Jay Dee. Niestety najlepszy numer ("Diary") jest najprawdopodobniej niedokończony, bo trwa zaledwie niewiele ponad minutę.
Życzę sobie i wam zmasterowanej, porządnie wydanej wersji, a ten bootleg musiałem nabyć na wypadek, gdyby życzenie się nie spełniło. Od lutego 2005 szanse na nowe nagrania J Dilla'i tylko maleją. Demyt.



10 lutego 2009

J Dilla - The Shining EP





Artysta: J Dilla
Tytuł: The Shining EP
Format: singiel (12"), 33 1/3 RPM, Picture Disc
Wytwórnia: BBE Records
Rok wydania: 2006
Gatunek: Rap
Nakład: 2000 szt.

Strona A
1. So Far To Go (feat. Common & D'Angelo)(Radio Edit)
2. So Far To Go (feat. Common & D'Angelo)(Instr.)
3. So Far To Go (feat. Common & D'Angelo)(Album Version)

Strona B
1. Baby (feat. Guilty Simpson & Madlib)(Dirty)
2. Baby (feat. Guilty Simpson & Madlib)(Clean)
3. Baby (feat. Guilty Simpson & Madlib)(Instr.)
4. Love (feat. Pharoahe Monch)

Jak wiele osób dzisiaj urządziłem sobie dzień z Jamesem i jego muzyką, ale nad tym nie ma co się rozwodzić, bo niestety co się stało już się nie odstanie.

Jeżeli chodzi o samą płytę to co tu dużo mówić - sam jej wygląd sprawia, że chce się ją mieć, nawet gdyby obie strony zawierały tylko loop "Dilla Dilla Beats Beats". Fakt, że nakład krążka wyniósł 2000 sztuk dodatkowo zaostrza apetyt. Płyta nosi dumną nazwę EP, jednak tak na prawdę jest to klasyczny singiel 12" z wersjami clean, dirty, instrumental i dodatkowym utworem (niestety bez żadnych bonusów). O ile do kawałka "Baby" przejawiam średni entuzjazm to już "So Far To Go" jest na prawdę kawałem świetnej roboty, ze spokojnym flow Commona i podśpiewywaniem zawsze rewelacyjnego D'Angelo. Jednak prawdziwą perełką jest utwór "Love", będący moim zdaniem najmocniejszym elementem całego albumu (obok "E=MC2" oraz "Won't Do"). Mistrzowski podkład (jak on pociął tego Curtisa!) oraz NIESAMOWITY popis wokalny Pharoahe Moncha sprawiają, że "Love" można słuchać na repeacie cały dzień!

PS. maniaków może zainteresować fakt, że track ma minimalnie inne intro niż na albumie.

J Dilla - The Shining Instrumentals





Artysta: J Dilla a/k/a Jay Dee a/k/a Dilla Dawg a/k/a Jay Deezee
Tytuł: The Shining
Format: 2 LP (12''), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: BBE Records
Rok wydania: 2006
Gatunek: Rap, Instrumental

Strona A
1. Geek Down
2. E=MC2
3. Love Jones

Strona B
1. Love
2. Baby
3. So Far To Go

Strona C
1. Jungle Love
2. Over The Breaks
3. Body Movin'

Strona D
1. Dime Piece
2. Love Movin'
3. Won't Do

Dziś 10 Lutego, przypada trzecia rocznica śmierci genialnego producenta Jaya Dee a/k/a J Dilli. Czas leci, ale pamięć nie słabnie. Do tego, że jestem maniakiem Dilli już jakiś czas temu się przyznałem, przy okazji pisania o "Ruff Drafcie". Skupuje wszystko na wosku, co z gościem związane. Dziś spędzam dzień z dyskografią Dee na kolumnach, a bliżej "spenetrujemy" sobie "The Shining". Pamiętam, że gdy pierwszy raz odsłuchiwałem tą płytę i usłyszałem na początku drącego pysk Buste (z całym szacunkiem Bus), coś mi nie pasowało... No i o to tym sposobem posiadam krążek wersji... instrumentalnej. Kocham bity Dilli, ale tej płyty w wersji "czerwonej" (z wokalami), po prostu nie trawię. Jak wiemy Dilla płyty nie skończył przed śmiercią, prace stanęły na 70%. I nie do końca wiem, czy aby na pewno tak miał wyglądać efekt końcowy w pomysłach Dilli gdy jeszcze żył, ale nieważne. Goście jak goście, mało który mi się podoba (co nie znaczy, że nie lubię Commona czy Madliba, wręcz przeciwnie), lecz najważniejsze są podkłady. Gdy cena albumu z 5 paczek spadała do 3 i pół album w dwa dni był mój ("nieświadomka fristajl").

Otwieramy full wypas rozkładaną okładeczkę, wyjmujemy pierwsze LP. "Geek Down", otwierający płytę nie widzi mi się aż tak bardzo, lecz następny "E=Mc2", z tym wsamplowanym śpiewem jest świetny! Tak samo jak "Love Jones" (na albumie w wersji krótkiej, niestety)! A shit! Dilla na żywo tu poleciał na klawiszach Rhodesa, wspomagany trąbką (D. Winslor) i perkusją (K. Riggins - współpracował między innymi z Madlibem). Ten kawałek jest coverem utworu (tytułu nie znam), który m.in. samplował nasz O.S.T.R. w utworze "Brzydki, Zły I Szczery" ("Hollyłódź"). Kawałek fajnego gówna.

Strona B rozpoczyna się od "Love", pocięte skrzypce, wsamplowany śpiew w głównej części utworu. Produkcja na podobę tych z "Donuts". Ten sam styl produkcji, to tak jakby ten kawałek powstawał z myślą właśnie o "pączkach", i został nieco rozwinięty. Następny "Baby", daje te same skojarzenia. Do tego nieco słodki klimat zapanował, ale taki właśnie był Dilla. O! I ten kawałek jest naprawdę zajebisty! "So Far To Go". Lekka gitara w tle, a przed nią puszczony od tyłu przyjemny sampel, fajnie kojarzy mi się ten kawałek, ale co tam, to nie pamiętnik. No dodać trzeba, że ten numer faktycznie można usłyszeć na "Donuts", w nieco zmodyfikowanej wersji. Pierwsze LP do koperty.

Strona C, "Jungle Love" uh... Miażdżący kick, w ogóle bębny to tutaj miazga, a kiedy wchodzi bass to już ogień! Masa cykaczy w tle, może ten kawałek jest nieco montonnny, ale upasiony-dosłownie. "Over The Breaks", czyli kolejny mój faworyt, choć stylistyką mi za bardzo Dilli nie przypomina, ale co tam! Linia perkusji? Kocham! Co się będę hamować - ROZPIERDOL (konstruktywnie, heh). "Body Movin'", za to, nie podpasowuje mi za bardzo, niby fajny bas, fajnie tu i tam, ale całość jakoś na nie.

Zmiana "sajdu" na D. Mega klimatyczne, "wajbsowe", "czillowe" - "Dime Piece". Numer rodem z "Welcome 2 Detroit". Cała płyta taka mogła by być, tak, za to kocham Dille! Kawałek się tak fajnie, wolno "rozwija". Perełka! "Love Movin'", heh... zupełnie inny klimat niż utwór poprzedni, masa marakasów, cykaczy i tamburyn plus prosty bas, tak banalne i proste, ale coś w sobie chyba ma. Lecz ma się nijak do numeru następnego, który w wersji z wokalem jest też rewelacją! Dilla nie mógł lepiej się pożegnać - "Won't Do". Przepiękny utwór. Można się tu tylko zachwycać.

Ogólnie się jaram, że mam ten album w końcu na półce, teraz jeszcze Jayliba na wosku i "winylowy raj"... hehe.
Na zawsze w pamięci i na kolumnach!

J Dilla Rest In Peace!
In Memory Of!



26 listopada 2008

J Dilla - Ruff Draft Ep





Artysta: J Dilla a/k/a Jay Dee
Tytuł: Ruff Draft Ep
Format: LP/2LP, 33 RPM
Wytwórnia: Mummy Records/Stones Throw
Rok wydania: 2003/2007
Gatunek: Rap

STRONA A
1. Intro
2. Let's Take It Back
3. Rockless Driving
4. Nothing Like This
5. The Money

STRONA B
1. Interlude
2. Make 'em NV
3. Interlude
4. Crushin
5. Shouts

STRONA C
1. Intro (Alt)
2. Wild
3. Take Notice
4. Shouts (Alt)

STRONA D
- Clean Vinyl

J Dilla, ta? Okej, przyznam się bez bicia, że tuż po jego śmierci, gdy zaczął się wielki kult zmarłego producenta, ja również zgłupiałem na punkcie jego produkcji. Nie do końca prawdą jest to, że Dillo-Mania ogarnęła mnie dopiero po jego śmierci, gdyż albumami ATCQ jarałem się od zawsze, a dobrze wiemy, że w dwóch ostatnich LP owej ekipy Dilla maczał palce, choć wtedy nie byłem jeszcze tego świadomy (heh... te słynne Ummah). Przecież "Beats, Rhymes And Life" jest majstersztykiem, lecz wróćmy do tematu. Epka "Ruff Draft", czyli druga solówka Jay Dee wydana po debiucie "Welcome 2 Detroit" z 2001. Pierwszy release wydany nakładem Mummy Records w 2003, był reedycjonowany w 2007 roku przez moją ukochaną Stones Throw, która dodatkowo do wydawnictwa dorzuciła drugie LP z bonusikami wcześniej niepublikowanymi. Można też zauważyć ciekawy "myk" na owym drugim LP, gdyż jego strona B jest zupełnie czyściutka - gładki winyl. Wszystkie bonusy weszły na stronę A.

Tyle było spraw technicznych to teraz muzyka. Wg mnie materiał od samego początku powinien być wydany przez Stones Throw, ponieważ płyta jest 100% w ich stylistyce, a wręcz stanowi pewnego rodzaju przedsmak "Champion Sound" nagranego wspólnie z Madlibem (Jaylib). Bardzo podobny i zwariowany klimat jak na Jaylibie, choć to już nie ten Dilla znany z chillowych produkcji dla Slum Village czy The Pharcyde (w tych wersjach jednak go kocham bardziej, heh), to równie dobry.

Płyta w podstawowej, pierwotnej wersji liczy zaledwie 19 minut, lecz posiada w zanadrzu kilka znakomitych jointów. "Reckless Driving" z tymi wszystkimi syntezatorami, skrzypcami itp, przebojowe, superbasowe "The Money", wyśpiewane "Nothing Like This", miażdżące i brudne "Make’em NV" czy wreszcie chilluuuuuujące "Crushin’ (Yeeaaaaaaaaah)" tworzą album pozbawiony jakichkolwiek wad!

To może teraz te bonus LP.... Na początek dostajemy "Intro (Alt)", i chyba wolałbym na głównej części takie intro niż 17 sekundową gadkę Dilli. Po intrze słyszymy jakiegoś dzieciaka co się drze jak "dziki" przed mikrofonem do sampla rodem z amerykańskiego country. Tak to "Wild", utwór jak na mój gust taki na 4. Jako trzeci kawałek dostajemy "Take Notice", czyli bit z pierwszego "Interlude" z głównej części Ruff Drafta, pod który swoją zwrotkę dorzucił Guilty Simpson (ta, ten też jest od Stones Throw). I czwartym bonusem jest stara wersja "Shout", czyli "Shout (Alt)", i tu znów to samo co przy intrze, "Shout (alt)" powinno znaleźć się na głównej części albumu. Ten sampel, te bębny (!!), a w tle Dilla propsuje znajomków...tak kończy się "Ruff Draft" w wersji 2LP...