
Wykonawca: Mandalay
Tytuł: Flowers Bloom
Format: singiel (12''), 33 RPM
Wytwórnia: V2
Gatunek: Drum'n'Bass
Strona A:
1. Flowers Bloom (12" mix)
2. Flowers Bloom (dub)
Strona B:
1. Flowers Bloom (secret lover remix)
2. Flowers Bloom (original version)
Cóż znaczy Mandalay? Dla niektórych to wielkie miasto w Birmie, dla innych zaś brytyjski duet reprezentujący scenę trip-hop i drum'n'bass w drugiej połowie lat '90. Mandalay tworzył były członek pamiętnego składu Thieves, Saul Freeman, wraz z Nicolą Hitchcock. Pozwólcie jednak, że nim zacznę opisywać sam singiel wyjaśnię jak dowiedziałem się o nim i wszedłem w jego posiadanie.
Był czas, kiedy w moim rodzinnym mieście istniała wspaniała knajpa o apetycznie brzmiącej nazwie "Piekarnia". Można powiedzieć, że gust muzyczny bywalców tejże był wielce różnorodny i wyszukany, co owocowało genialnymi imprezami w rytmie drum'n'bass, jungle, reggae, dub czy hip-hop. Było to na początku lat 90-tych, także nie zostawaliśmy w tyle w stosunku do UK. Z racji faktu, że internet dopiero raczkował, dostęp do płyt był ciężki, a co za tym idzie - każdą nową płytę sprawdzało się bardzo dogłębnie. Co to wszystko ma wspólnego z Mandalay? Otóż, imprezy te odbywały się zwykle w soboty - i w soboty także w latach '90 na antenie RMF FM (!) bardzo późną nocą (o ile pamiętam to od 1 do 5 rano) była nadawana audycja zwana Technikum Mechanizacji Muzyki. Prowadziło ją wówczas dwóch gości, niestety ksywek nie pamiętam, co nie zmienia faktu, że można było się od nich wiele nauczyć o muzyce elektronicznej. Imprezy piekarniane trwały zwykle do białego rana, co bardzo kolidowało z możliwością słuchania audycji. Wobec powyższego, ja, w każdy sobotni wieczór ustawiałem sobie sprtynie skonfigurowany sprzęt muzyczny (dwa magnetofony podłączone do timera) i rejestrowałem całą audycję taśmach. Potem niedziela upływała mi na edukacji muzycznej.
Jednej z tych sobotnich nocy panowie z TTM puścili kawałek Mandalay - Flowers Bloom, nie zdradzając kto był jego wykonawcą. Od tamtej pory pozostał on jednym z moich ulubionych kawałków gatunku; i nim nadeszła era Internetu, ostro zajeżdżałem kasetę z jego kopią nie wiedząc nawet kto to jest. Wraz z przybyciem Google wpisałem tam fragment tekstu śpiewanego przez Nicolę i w ten banalny sposób udało mi się dotrzeć do nazwy wykonawcy i kawałka. Nie zastanawiając się długo kupiłem także wosk na e-bay'u. Dobra, dość hostorii - czas recenzować.
Jest kilka wydań tego singla, mój posiada w zasadzie cztery różne wersje utworu . Na stronie A mamy dwa remixy autorstwa Alex'a Reece'a, którego bardzo cenię za wiele dzieł, zwłaszcza Street Player. Niestety tutaj w swoich remixach nie wybił się ponad przyzwoicie skonstruowany drum'n'bass z klasycznymi bębnami i charakterystycznym dla tego gatunku rytmem. Co gorsza, oba jego remixy nie różnią się od siebie specjalnie. Znacznie lepiej wypadli panowie z PFM (Progressive Future Music) w swoim, również drum'n'bassowym remixie, jednak bardziej delikatnym i pływającym, podjeżdżającym nieco pod LTJ Bukema (co nie dziwi, mając w świadomości, że mieli wiele wspólnego z Good Looking Records). Dochodzimy wreszcie do sedna sprawy - czyli wersji oryginalnej utworu, która moim skromnym zdaniem zamiata wszystkie remixy. Niesamowicie zmysłowy i seksowny tekst, podobnie zresztą głos Nicoli; cudownie pocięte sample okraszone przemiłymi loopami perkusyjnymi, głęboki bas i akustyczna gitara w tle. Wszystko to składa się na niesamowity chill-out'owy klimat w jaki wprowadza mnie ten utwór ilekroć go słucham.
Na koniec powiem, że singiel ten charakterem dość znacznie odbiega od pozostałych utwórów Mandalay, które są bardziej trip-hopowe, ale (niestety dla mnie) nie w tak ciężki sposób jak Massive Attack czy Portishead; momentami jest wręcz za czysto i słodko. Jako ciekawostkę dodam, że Mandalay długo pozostawał ulubionym zespołem Madonny, która włożyła dość sporo wysiłku w jego promowanie.