Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pop. Pokaż wszystkie posty

4 lipca 2009

Michael Jackson - Another Part Of Me



Artysta: Michael Jackson
Tytuł: Another Part Of Me
Format: singiel (7''), 45 RPM
Rok wydania: 1988
Wytwórnia: Epic
Gatunek: Funk, R&B

Strona A
1. Another Part Of Me

Strona B
1. Instrumental

Świat za*****ala; ja już przestałem płakać przy słuchaniu Michael’a, a w mediach wciąż o królu głośno. Głupio, by było kończyć na jednym singlu, czy nie tak? Dla mnie śmierć Jacksona to był prawdziwy cios w podbródek, i choć nie pojadę na pogrzeb to mam zamiar jeszcze trochę powspominać o zmarłym mistrzu na łamach strony (ładnie napisałem). Słońce za oknem i okres wakacji może nie sprzyjają specjalnie melancholijnym refleksjom, ale mimo wszystko spróbujmy. Oczywiście nie będzie tu biografii, bo to temat przewałkowany w ostatnich dniach strasznie – skupmy się na nagraniu "Another Part Of Me". Został on wybrany po długim namyśle i specjalnej naradzie zarządu MyRecordCrate, który swoją siedzibę mą na ulicy Winylowej 33/45 na planecie znanej tylko wtajemniczonym, której kosmolodzy nie odkryją jeszcze długo. Bang!

Prawda jest taka, i prawda jest jedna – Quincy Jones wyprodukował tzw. petardę (bum!). Zaczyna się grzecznie i niewinnie, ale po 8 sekundach nasze uszy atakowane są przez mocne i szybkie bębny, z agresywnym werblem na czele, który jest niczym dowódca kilkutysięcznej armii + pięknie zagrany bass, dodający całości niesamowitego uroku + ta gitarka (brawo Steve, oj brawo!), w której zakochałby się nawet Prince. Całość została fajnie zaaranżowana, nie jest to 4-taktowy loop jak w niektórych rapowych szlagierach. Podkład ma w sobie tyle energii, co Yarah Bravo (i jest piękny jak ona, uroczy jak ona, buziaki dla tej pani!), albo nawet i więcej. W produkcji usłyszymy brzmienie syntezatorów, i smyczków.... Jest funkowo, jest odlotowo – chciałoby się rzec. Głos Majkela sprawia, że mam ciarki na plecach. Śpiewa momentami jakby łkał, ale i tak robię "łał", gdy to słyszę. Śpiewa całym sobą, wkłada w wokal serce (głupia przenośnia). Na koncertach musiał robić piorunujące wrażenie (na żadnym nie byłem, a Youtube to nie to samo co uczestniczenie w takim wydarzeniu, prawda?). Pozytywny jest ten numer, przepełniony miłością – takiego Jacksona świat lubił najbardziej, chyba.

"Another Part Of Me" taken from MJ’s LP "Bad", ukazał się także na kasecie oraz CD – informuję nas tył okładki. Utwór ten pojawił się po raz pierwszy w filmie "Kapitan Świt" (oryginalny tytuł "Captain EO"), gdzie artysta był głównym bohaterem (znaczy podkładał głos, bo to chyba bajka). Filmu nie oglądałem, ale zapewne był spoko.

A oto obrazek:

28 czerwca 2009

Michael Jackson - Billie Jean/It's The Falling In Love



Artysta: Michael Jackson
Tytuł: Billie Jean/It's The Falling In Love
Format: singiel (7''), 45 RPM
Rok wydania: 1982
Wytwórnia: Epic
Gatunek: Dance, R&B, Funk, Pop

Strona A
Billie Jean (taken from "Thriller") 4:55

Strona B
It's The Falling In Love (taken from "Off The Wall") 3:46

Gdy zmęczony po imprezie usłyszałem, że Michael nie żyje to przynajmniej przez 15 minut złapałem totalną zawieszkę. Cios. Chyba już wszystko zostało napisane na temat tego kim był Jackson dla świata muzyki. Wielu artystów już się o nim wypowiedziało w mediach. Fani z całego świata płaczą, a ja postanowiłem, że opiszę coś z dyskografii Króla. Problem był taki, że nie wiedziałem co wybrać. Gdy już zdecydowałem, że będzie to mój ulubiony numer MJ’a, czyli "Billie Jean" to pojawił się nowy kłopot – gdzie jest moja 7’’ z tym kawałkiem? Szukałem długo – okazało się, że placek z tym szlagierem ukrył się w miejscu w którym powinien spoczywać "Beat It". Bałagan mistrza.

"Billie Jean" oraz "Beat It" pochodzą z "Thriller’a". "Get On The Floor", który jest na stronie B tego drugiego singla pochodzi z "Off The Wall". Tak samo jak "It’s The Falling In Love". A moim ulubionym LP od Michael’a jest "Bad". Czyżbym troszkę zamotał?

Kim jest Billie Jean? Z pewnością wiele osób zadawało to pytanie po usłyszeniu historii, wyśpiewanej na podkładzie kolejnego geniusza – Quincy Jonesa. Co lepsze, opowieść o paniusi i dzidzi jest ponoć prawdziwa. Bardziej niż życie osobiste znam hipnotyczną linię basu oraz nie dający się zapomnieć wokal głównego "bohatera" ostatnich dni. Gdybym pisał tą notkę tydzień wcześniej to pewnie bym się rozpisał na temat na 10 stron, a aktualnie nie wiem co dalej skrobnąć. Z każdą kolejną literką robi mi się coraz smutniej, i chyba pójdę zaraz spać. W sumie to coraz gorzej mi się słucha z tego wszystkiego tych fenomenalnych hitów. Starczy - nie potrafię przesłuchać 7'' do końca na tą chwilę. Jestem mięczakiem.

Nie zapomnę o tym gościu nigdy.

18 lutego 2009

Ali G & Shaggy - Me Julie



Artyści: Ali G & Shaggy
Tytuł: Me Julie
Format: singiel (12"), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: Universal Records
Rok wydania: 2002
Gatunek: Pop, Komercyjny Rap, Reggae

Strona A
1. Wersja płytowa 3:47
2. Big League Remix 3:48

Strona B
1. Wersja radiowa 3:46
2. Instrumental 3:46

Wyluzujmy. To nie jest żaden klasyk, ani szlagier, który znać to konieczność. Nie musisz wiedzieć o jego istnieniu, bo to nie jest muzyczne abecadło. Po tym wpisie, rapowi truskulowcy będą chcieli mnie zabić. Ali G - raper (hyhy) i początkujący gangster. Gwiazda jakich mało, bo występuje w telewizji, kręci filmy i wydał płytę. Typ przejarany prawie jak Madlib, i wyluzowany jak Dalajlama, a prawda jest taka, że to prawdziwy idol Twojej kobiety. W utworze tym (chyba jego jedynym, nie śledzę zbytnio kariery, hehe) pomaga naszemu bohaterowi Shaggy, bo wiadomo, że wyższe sfery muszą się trzymać razem, żeby robić wielkie manewry (czyt. nagrywać hity). Kiedy pierwszy raz zobaczyłem klip do tegu kawałka, to uśmiech się pojawił na mojej twarzy, a na filmie "Ali G Indahouse" trochę się pośmiałem także. Znielub mnie za to jeszcze bardziej, bo dodam, że oglądałem sporo odcinków "Da Ali G Show" - i też niejednokrotnie się polewałem. Numer w 4 wersjach, standard. Remix wykonał niejaki Big League, no i tutaj niespodzianka, bo ksywka ta mi nic totalnie nie mówi, a podkład jest gorący, tak że lubię sobie przy nim pobaunsować. Instrumental do oryginału też dobrze buja, a zwrotkę Ali'ego znam na pamięć. Totalna ciekawostka, nie wczuwajcie się. Wiem, wyskoczyłem z tym wpisem jak Ali z tyłka murzynki na teledysku, sprawdź.

16 grudnia 2008

Prince - Planet Earth



Artysta: Prince
Tytuł: Planet Earth
Format: 2LP, 33 RPM
Wytwórnia: NPG Records
Rok wydania: 2007
Gatunek: Pop, Rock, Soul, R&B, Funk, a nawet Rap

Strona A
1. Planet Earth
2. Guitar

Strona B
1. Somewhere Here On Earth
2. The One U Wanna C

Strona C
1. Future Baby Mama
2. Mr Goodnight
3. All The Midnights In The World

Strona D
1. Chelsea Rodgers
2. Lion Of Judah
3. Resolution

Czy jest ktoś na sali kto nie zna Prince'a? No właśnie - każdy o nim wie, mniej lub więcej (mam nadzieję, że więcej). Ma tylu fanów na całym świecie, którzy za niego oddaliby duszę i serce ile ja zjadłem w życiu frytek, a trzeba dodać, że jem dużo. Rok temu uderzył z płytą "Planet Earth" - no i rozpoczęły się dyskusje. Raz, że nad muzyką co jest w pełni naturalne, dwa nad sprawami biznesowymi, bo chyba jest coś nie tak, kiedy najlepszy żyjący artysta zamiast wydać płytę w wielkim labelu dodaję ją do gazety jako bonus plus do biletów na swoje koncerty. Nie będziemy się teraz bawić w młodego ekonomistę, lepiej pobawmy się w recenzenta. LP rozpoczyna poważny utwór tytułowy. I już słyszymy to co towarzyszyć nam będzie przez cały materiał. Super groove, super brzmienie, super melodie, super harmonia, super głos... - tutaj warto postawić pytanie czy Książe przypadkiem nie jest Supermanem? Potrafi odnaleźć się w każdym gatunku w jakim czarni błyszczą najmocniej - nie ważne czy to energiczny funk powodujący łamanie karków czy spokojna ballada przy której bielizna z Twojej panny spada automatycznie. Umie też zagrać fajny rock czy zarapować. We wszystkim szefuje, więc zamiast Prince powinieneś do niego mówić pan szef. I mimo, że na tle innych jego dokonań ta produkcja wypada dosyć średnio, to i tak miażdży ona 3/4 nagrań muzycznych z roku 07'. Konkurencja jeszcze długo nie dojdzie do tego szczebla na jakim aktualnie stoi Książe. Pop w najlepszym wykonaniu z dużą ilością gitar, robiony klasycznie, któremu nic chyba nie można zarzucić. Nie przyczepisz się, że jest nudno, ani że Prince stracił polot. Nie powiesz też, że nie ma tutaj hitów, bo "Guitar" to jeden z lepszych singli w tamtym roku z bardzo fajną video-zajawką, którą zobaczysz niżej. Polecam każdemu, warto znać każdą płytę tego pana, a oprócz kawałka w którym słyszymy, że Książe woli gitary od kobiet daje też pierwszy numer, tak żeby było trochę powagi na stronie.



29 listopada 2008

Franek Kimono - Franek Kimono



Artysta: Franek Kimono
Tytuł: Franek Kimono
Format: LP (12''), 33 RPM
Wytwórnia: Arston/Polskie Nagrania Muza
Rok wydania: 1984
Gatunek: Disco

STRONA A:
1. Pola Monola + Coca Cola 4:22
2. Tankowanie Nocą 3:32
3. Sound - Ciężkie Brzmienie 4:44
4. Ja Jestem Menago 4:10
5. Dysk Dżokej 3:57

STRONA B:
1. Jednoręki Bandyta 3:24
2. Królowa Dysko 3:25
3. Marynara Łu-Bu-Du-Bu 4:06
4. King Bruce Lee Karate Mistrz 3:42
5. Dysko Story 3:54
6. Pożegnanie Franka 2:26

Było mi bardzo smutno, kiedy po raz pierwszy usłyszałem utwór "W Aucie". Sokół i Pono, którzy przez wiele lat budowali swoją pozycję na rynku muzycznym, tym numerem ją zniszczyli okrutnie szybko. Szkoda, że zaprzeczyli własnym ideałom, które wyznawali kilka lat wstecz.

Po zapoznaniu się z tym kawałkiem byłem ciekawy projektu Franek Kimono, bo wszędzie gdzie czytałem go chwalono. Jaki to on jest zabawny, jaki uroczy - bla bla bla. W końcu sobie kupiłem płytę (pieprzyć mp3) i sprawdziłem ten materiał. Prawda jest taka, że ta płyta to nic nie warta muzyka. Szukałem jakichkolwiek plusów i nie znalazłem (a ponoć kto szuka ten znajdzie, ta?). Chujowe podkłady, beznadziejne teksty (prostackie teksty - jak kto woli), wkurwiające wycie pana Piotra...

No właśnie pan Piotr - z jednej strony aktor o wielkim talencie, z drugiej człowiek, który zrobi chyba wszystko za $$$ (nie znam prywatnie). Dogra się na kiepski projekt muzyczny, wystąpi w reklamie prezentującej jakiś tam bank, swoim głosem zapowie serię gier komputerowych, bez wstydu zbłaźni się w klipie z raperami. Smutne.

Mówi się, że materiał ten ma być żartem muzycznym - OK, cała muzyka disco-polo jest żartem muzycznym, więc co - Boys i "majteczki w kropeczki" też są spoko? Dalej, mówi się, że melodie chwytliwe - kłamstwo. Kolejne argumenty za płytą to m.in. śmieszne teksty, niesamowity głos pana Fronczewskiego, świetny obraz polskiego społeczeństwa. Jeżeli śmieszność tekstów ma polegać na tym, aby były idiotyczne, jęki pana Piotra niesamowite (w większości utworów wręcz nie nadające się do słuchania, w "Jednorękim Bandycie" i "Dysko-Story" szczególnie), to ja dziękuje. Polskie społeczeństwo też raczej nie zostało jakoś mega opisane, wyśmiane czy jak tam miało to być w zamierzeniu autorów.

Ogólnie podsumowując, pisze tego posta, aby nikt nie wpadł w pułapkę i nie zmarnował hajsu, i czasu na ten winyl, bo szkoda. Nie dajcie sobie wmówić, że to jest fajne, bo nie jest. I wcale nie jestem nudziarzem czy sztywniakiem. Potraktujcie to jako ostrzeżenie, a jeżeli nie wierzycie to posłuchajcie (na własną odpowiedzialność) najbardziej znanego utworu z tej płyty.

23 listopada 2008

Phil Collins - In The Air Tonight (' 88 Remix)



Artysta: Phil Collins
Tytuł: In The Air Tonight (' 88 Remix)
Format: singiel (7''), 45 RPM
Wytwórnia: WEA
Rok wydania: 1988
Gatunek: Pop, Soft-Rock

STRONA A:
1. In The Air Tonight (' 88 Remix)
STRONA B:
2. I Missed Again

Tak, tak - kiedy Gabriel odszedł z zespołu i Phil objął dowodzenie, to najwierniejsi fani brzmienia Genesis zaczęli oskarżać naszego bohatera o zbytnią komercjalizację. Genesis wciąż grało dobrą muzykę, ale bardziej celowali w pop - tak przynajmniej twierdzą niektórzy zwolennicy zespołu.

Karierę solową Phil zaczął właśnie od tego numeru, gdzie główną rolę odegrał Phil (cóż za niespodzianka), vocoder i automat perkusyjny. Cały utwór trzyma w napięciu, do momentu po ostatniej zwrotce, kiedy to perkusja zaczyna uderzać mocniej. Podkład przez większość czasu to plumkanie plus dźwięki, które mają tworzyć (i tworzą) mroczny klimat. Nad tekstem się nie będę zatrzymywał, bo chyba każdy słyszał o "miejskiej legendzie" – prac nad tymi wersami widziałem już całkiem sporo, więc sobie odpuszczę. Sam Phil nie wie za bardzo o czym jest tekst, więc po co ja mam się zagłębiać w jego tajniki? Wiadomo, że dużo w nim gniewu, i wiadomo, że Phil go pisał w chwili, kiedy przeżywał rozstanie się z żoną, a więc miał zapewne niezły bałagan w głowie.

Warto dodać, że jest to jeden z trzech numerów pana Collinsa, które powinny być znane każdemu (takie muzyczne "abc"). Dwa pozostałe to "Another Day In Paradise" i "Against All Odds". Ten o którym pisze był samplowany/remixowany m.in. przez Nasa ("One Mic"), 2paca, DMX'a, Joe Buddena, Sean Kingstona, Young Bucka, LL Cool J'a, Lil Kim czy Naturally 7 (znajdź sobie ich video w serwisie youtube – prośba). Utwór pojawił się także w serialu Miami Vice, w grze GTA, a nawiązywał do niego w jakimś tam nagraniu sam Jay-Z. Oto kilka dowodów na to, że jest on bardzo ważny, i nie znać go to wstyd.

Drugi wałek to "I Missed Again" z trąbkami w tle. Już nie tak wybitny i sławny jak jego kolega z poprzedniej strony, ale też dobry. Liryka mniej ambitna, po tytule łatwo się domyślić o czym. W 1981 jak wyszła płyta "Face Value" był on też na osobnej 7'', po 7 latach wpakowali go jako stronę B do "In The Air Tonight". W 1981 na "In The Air Tonight" na stronie drugiej był numer "The Roof Is Leaking".

Poniżej klipy do obu utworów (+ bonus):





7 listopada 2008

High Inergy - Turnin' On



Zespół: High Inergy
Tytuł: Turnin' On
Format: LP (12''), 33 RPM
Wytwórnia: Motown
Rok wydania: 1977
Gatunek: Funk, Soul, R&B, Pop

STRONA A
1. Love Is All You Need
2. You Can't Turn Me Off (In The Middle Of Turning Me On)
3. Some Kinda Magic
4. Searchin' (I've Got To Find My Love)

STRONA B
1. Ain't No Love Left (In My Heart For You)
2. Let Me Get Close To You
3. Save It For A Rainy Day
4. Could This Be Love
5. High School

Wytwórnia Motown jest dla mnie jedną z ważniejszych. Kiedy na płycie nieznanego artysty/artystki/zespołu (cokolwiek), widzę ich logo od razu wiem, że chce tą płytę mieć. Każdy chyba potrafiłby wymienić najważniejszych ludzi, którzy nagrywali dla tej firmy, bo kto nie zna Diany Ross, Marvina Gaye'a czy Steviego Wondera? Jednak przez Motown przewinęły się także nazwy, które zostały przez historie mniej lub bardziej zapomniane. High Inergy to cztery ładne (ta na którą wskazuje palcem szczególnie) i utalentowane panny. Wiele się mówi (no może z tym wiele to przesadziłem), że zespół ten to strasznie sztuczny twór, co ma potwierdzać fakt, że girlsband szybko się rozpadł.

Mimo tego co gadają jacyś tam ludzie mi płyta "Turnin' On" się bardzo podoba. Nie to, że mega klasyk, który trzeba znać, bo jak nie to lamus, ale jest w porządku. Główna wokalistka, czyli Vernessa Mitchell ma zajebisty głos, a reszta pań też fajnie podśpiewuje. Z tych dźwięków & słów płynie radość, którą słyszy się w jednej chwili, co oprócz wokali jest także zasługą podkładów. Muzyka dobra na każdą porę dnia, zawsze daje tyle samo energii i ciepła. Nic tylko odpalać ten wosk i się jarać dobrymi nutkami płynącymi wprost z ludzkich serc (och, ach). Na zakończenie chciałem dać parę utworów z płyty (znalezionych w serwisie youtube), bo o dobrej muzyce się nie powinno dużo pisać, tylko dużo jej słuchać, lecz nie dam z bardzo prostych powodów - żadnych klipów, ani tym podobnych na "jutubie" nie ma (wcale nie ściemniam).