Artysta: 9th Wonder
Tytuł: Black Is Back
Format: 2LP (12"), 33 RPM
Wytwórnia: ?
Rok wydania: 2004
Gatunek: Rap
Strona A
1. Interlude
2. December 4th
3. What More Can I Say
4. Encore
Strona B
1. Dirt Off Your Shoulder
2. Threat
3. Moment Of Clarity
Strona C
1. 99 Problems
2. Interlude
3. Justify My Thug
4. Lucifer
Strona D
1. Allure
2. My First Song
3. Threat Remix
Po czterech dniach przerwy (dobrze, że nie miesiącach czy latach) powracamy z nowym wpisem, w kategorii rap. Nie będzie o drugoligowym MC z Mongolii, ani o producencie co udało mu się zrobić 9 bitów i już jest fajny. Powiemy o znakomitym Jay'u i nie mniej utalentowanym Dziewiątym, zakochanym w winylach jak my, a co za tym idzie w samplingu. Geniusz, którego wielu nie lubi z powodu tych właśnie "zapożyczonych" dźwięków, choć ja tam nie rozumiem takich zarzutów. Tak samo jak czepiania się o to, że bity brzmią podobnie czy o perkusje, która ponoć w każdym tracku jest taka sama, o nie co za kłamstwo (!). 9th to bardzo szanowany przeze mnie człowiek, któremu kiedyś zazdrościłem, że umie przy pomocy Fruity Loopsa robić taką muzykę, i pracować z Mary J. Blige czy właśnie z Carterem. Ja tak grać nie potrafiłem, więc pisałem na jego temat brzydkie słowa, których teraz się wstydzę (ach, te błędy młodości). Zanim Wonder wypuścił zremixowaną wersję albumu czarnego, sam wiesz kogo - to zrobił to samo z Nasem i jego "God's Son". Nie wiem jak się wywiązał z pracy nad materiałem Nasira, ale w przypadku "The Black Album" wyszło mu to na pięć z plusem. Kev Brown, Danger Mouse i on najlepiej przerobili ten projekt. Pat znacznie uspokoił całość. Sprawił także, że ten long play jest bardziej spójny pod względem brzmienia, i ma więcej duszy, bo chyba każdy wie, że nawet "taki se" sampel wygryza przykładowo plastik Timba (choć dobry plastik nie jest zły, no chyba, że to zły plastik - "Dirt Off Your Shoulder"). W sumie to przed pierwszym przesłuchaniem tych remixów, bałem się tylko o jeden utwór - "99 Problems". Rick w oryginale dał tam taką petardę, że nie sądziłem, aby artysta z Północnej Karoliny mógł przezwyciężyć, ale na szczęście moje obawy były nie słuszne, bo nasz bohater nie spieprzył roboty, i dał pasujący, surowy instrumental. Szkoda tylko, że nie podjął walki z numerem "Change Clothes", a zamiast niego wolał wrzucić dwie wersje "Threat", bo jak powszechnie wiadomo na pierwotnym wydaniu ten wałek także należał do niego (pamiętny sampel z "A Woman's Threat"). Co tu więcej pisać, jeżeli macie hajs i lubicie soulowe podkłady, plus nawijkę pana, którego dużo osób uważa za najlepszego żyjącego rapera, no to kupujcie ten wosk nielegalny jak heroina.