Pokazywanie postów oznaczonych etykietą a tribe called quest. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą a tribe called quest. Pokaż wszystkie posty

22 maja 2009

A Tribe Called Quest - Oh My God



Zespół: A Tribe Called Quest
Tytuł: Oh My God
Format: singiel (12''), 33 RPM
Wytwórnia: Jive
Rok wydania: 1994
Gatunek: Rap

Strona A
1. LP Version 3:29
2. Remix 4:02
3. Know Naim Remix 2:48

Strona B
1. Lyrics To Go (LP Version) 4:09
2. Lyrics (Remix) 3:50
3. One Two S**t (feat. Busta Rhymes) 4:31

Nie śpimy. Kupujemy winyle, chodzimy na koncerty i ogarniamy notki. Ludzie czytają, dziewczyny przysyłają nam swoje zdjęcia – jest fajnie. Tydzień to długi okres, a więc postanowiłem, że dzisiaj położę notkę na serwerze. Napiszę parę ciepłych słów o najgorszym rapowym zespole, czyli o A Tribe Called Quest. Najgorszym, bo strasznie uzależnia.

Wosk kupiłem na wspominanej już giełdzie krakowskiej, wraz z jakimiś 40 innymi płytami. Każdy wie jakie są zasady gry – na giełdzie jest zawsze dużo taniej, a więc kupiłem ten singiel za tak śmieszny hajs, że można by się z tego pośmiać.

Śmiem twierdzić, że w przypadku tej nazwy najważniejszy jest klimat. Magiczna aura, która wytworzyli wokół siebie chłopaki jest niezniszczalna. Już od tylu pokoleń daję ludziom radość; piękna historia. Klimat ławek, klimat Nowego Jorku, klimat zakurzonych płyt, klimat tłustych bitów, klimat klasycznego rapu, klimat chłopaków z sąsiedztwa, klimat Native Tongues, klimat jazzu – nie potrzebne proszę skreślić, a słowo klimat zapamiętać.

Uwielbiam wejście pierwsze intelektualisty Q-Tipa ("listen up everybody the bottom line/ i'm a black intellect, but unrefined") albo to jak wymawia słowo "vader". Uwielbiam powtarzać leniwie z chłopakami tekst najprostszego refrenu "Oh My God" (w slangu internetowo-gimnazjalnym: "omg"). Jak Phife zaczepnie nawija, że jest Jordanem z mikrofonem to też lubię.

Co ciekawe, na 12’’ mamy gościa, a jest nim Busta Rhymes, który nawija jak Ol’ Dirty Bastard. I tak mu to nieźle idzie.

OK, obejrzyjcie sobie to co na dole i posłuchajcie, a ja spadam odebrać przelew za tą notkę.

26 lutego 2009

Q-Tip - Amplified





Artysta: Q-Tip
Tytuł: Amplified
Format: 2LP (12"), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: Arista
Rok wydania: 1999
Gatunek: Rap, Abstract Hip Hop

Strona A
1. Wait Up
2. Higher
3. Breathe And Stop

Strona B
1. Moving With U
2. Let's Ride
3. Things U Do

Strona C
1. All In
2. Go Hard
3. Do It

Strona D
1. Vivrant Thing
2. N.T.
3. End Of Time
Hidden track - Do It, Be It, See It

Moja kochana kobieta, która wie, że kocham wszystko co związane z Dillą i ATCQ (lata treningu), sama wynalazła ten album na słynnym serwisie aukcyjnym i licytowała do upadłego. No i mam, i za tą ją kocham. Pierwsza solówka Tip’a, w większej mierze wyprodukowana przez Jaya Dee (bo dwa biciki dorzucił Dj Scratch z EPMD). W przypadku obu panów klimat nieco różni się w porównaniu do ich wcześniejszych produkcji, chociażby do macierzystego A Tribe Called Quest i The Ummah. Abstract Hip Hop?? Można to tak nazwać, chyba... Płytka będzie raczej bujać niż "czillować", jak to bywało dawniej, lecz tutaj wypada to na plus. Mówią, że Q-Tip od czasów trzeciego longplaya ATCQ – "Midnight Marauders" zmienił swoje flow i już taki fajny nie był - NIEPRAWDA!. Może i trochę się zmienił (progres?), ale brzmi nadal bardzo OK. Gości za wiele na krążku nie uświadczymy, ale przecież Tip nie musiał promować albumu zajebistymi gośćmi - klasa sama w sobie. Mamy dobrego zioma Buste i... i zaskoczenie - Korn!! No i zrobiło się ciężko. Mimo tego, że raczej nie jestem fanem ciężkiego brzmienia, bo jak gitary to chyba tylko w Run-D.M.C., tak tutaj ten eksperyment wypada bardzo ciekawie i pozytywnie. Po tym utworze mamy tzw. hidden track (ukryt joint), co raczej rzadko jest spotykane w przypadku wosków, a utwór ten to "Do It, Be It, See It". Mój faworyt z krążka to "Let's Ride", konkretny track, do którego mamy klip. Kawałek najbardziej z tej płyty zaciąga pod brzmienie "trajbów". Dosyć tych porównań! Tip wyszedł z tym album nieco z innej strony, co zrobiło na plus i pokazał swoją indywidualność, i że jest naprawdę oryginalnym artystą, koniec i kropka!

Jak traficie ten album, to nie czajcie się. Każdy Dillo-(psycho)fan i ATCQ-fan ten wosk powinien mieć lub przynajmniej znać. No i wspomnijmy sobie, że Tip powrócił pod koniec '08 roku z zajebistym krążkiem, który jak wpadnie trochę $ trzeba również zakupić...




26 listopada 2008

J Dilla - Ruff Draft Ep





Artysta: J Dilla a/k/a Jay Dee
Tytuł: Ruff Draft Ep
Format: LP/2LP, 33 RPM
Wytwórnia: Mummy Records/Stones Throw
Rok wydania: 2003/2007
Gatunek: Rap

STRONA A
1. Intro
2. Let's Take It Back
3. Rockless Driving
4. Nothing Like This
5. The Money

STRONA B
1. Interlude
2. Make 'em NV
3. Interlude
4. Crushin
5. Shouts

STRONA C
1. Intro (Alt)
2. Wild
3. Take Notice
4. Shouts (Alt)

STRONA D
- Clean Vinyl

J Dilla, ta? Okej, przyznam się bez bicia, że tuż po jego śmierci, gdy zaczął się wielki kult zmarłego producenta, ja również zgłupiałem na punkcie jego produkcji. Nie do końca prawdą jest to, że Dillo-Mania ogarnęła mnie dopiero po jego śmierci, gdyż albumami ATCQ jarałem się od zawsze, a dobrze wiemy, że w dwóch ostatnich LP owej ekipy Dilla maczał palce, choć wtedy nie byłem jeszcze tego świadomy (heh... te słynne Ummah). Przecież "Beats, Rhymes And Life" jest majstersztykiem, lecz wróćmy do tematu. Epka "Ruff Draft", czyli druga solówka Jay Dee wydana po debiucie "Welcome 2 Detroit" z 2001. Pierwszy release wydany nakładem Mummy Records w 2003, był reedycjonowany w 2007 roku przez moją ukochaną Stones Throw, która dodatkowo do wydawnictwa dorzuciła drugie LP z bonusikami wcześniej niepublikowanymi. Można też zauważyć ciekawy "myk" na owym drugim LP, gdyż jego strona B jest zupełnie czyściutka - gładki winyl. Wszystkie bonusy weszły na stronę A.

Tyle było spraw technicznych to teraz muzyka. Wg mnie materiał od samego początku powinien być wydany przez Stones Throw, ponieważ płyta jest 100% w ich stylistyce, a wręcz stanowi pewnego rodzaju przedsmak "Champion Sound" nagranego wspólnie z Madlibem (Jaylib). Bardzo podobny i zwariowany klimat jak na Jaylibie, choć to już nie ten Dilla znany z chillowych produkcji dla Slum Village czy The Pharcyde (w tych wersjach jednak go kocham bardziej, heh), to równie dobry.

Płyta w podstawowej, pierwotnej wersji liczy zaledwie 19 minut, lecz posiada w zanadrzu kilka znakomitych jointów. "Reckless Driving" z tymi wszystkimi syntezatorami, skrzypcami itp, przebojowe, superbasowe "The Money", wyśpiewane "Nothing Like This", miażdżące i brudne "Make’em NV" czy wreszcie chilluuuuuujące "Crushin’ (Yeeaaaaaaaaah)" tworzą album pozbawiony jakichkolwiek wad!

To może teraz te bonus LP.... Na początek dostajemy "Intro (Alt)", i chyba wolałbym na głównej części takie intro niż 17 sekundową gadkę Dilli. Po intrze słyszymy jakiegoś dzieciaka co się drze jak "dziki" przed mikrofonem do sampla rodem z amerykańskiego country. Tak to "Wild", utwór jak na mój gust taki na 4. Jako trzeci kawałek dostajemy "Take Notice", czyli bit z pierwszego "Interlude" z głównej części Ruff Drafta, pod który swoją zwrotkę dorzucił Guilty Simpson (ta, ten też jest od Stones Throw). I czwartym bonusem jest stara wersja "Shout", czyli "Shout (Alt)", i tu znów to samo co przy intrze, "Shout (alt)" powinno znaleźć się na głównej części albumu. Ten sampel, te bębny (!!), a w tle Dilla propsuje znajomków...tak kończy się "Ruff Draft" w wersji 2LP...



21 listopada 2008

Phife Dawg - Miscellaneous feat. DJ Hi-Tek





Artysta: Phife Dawg
Tytuł: Miscellaneous feat. DJ Hi-Tek
Format: singiel (12''), 33 RPM
Wytwórnia: Groove Attack
Rok wydania: 2001
Gatunek: Rap

STRONA A:
1. Miscellaneous (DJ Hi-Tek Luv Boat Mix) street
2. Miscellaneous (DJ Hi-Tek Luv Boat Mix) radio
3. Miscellaneous (DJ Hi-Tek Luv Boat Mix) instrumental

STRONA B:
1. Miscellaneous (street)
2. Miscellaneous (radio)
3. Miscellaneous (instrumental)

To jeden z tych nielicznych skrętów (jointów - przyp. red.), przy których mój gust mówi, że oryginał mógłby nie istnieć. W ogóle i wcale. Supa Dave West musiał żałować, że wychylił się wcześniej ze swoim bitem. Ja bym był zazdrosny i obrażony.

Na blogu zza oceanu pewnie byłoby, że Tony killed the track, ale w tym wypadku Kajtek dopiero ruszył kawałek i tchnął w niego kupę życia. Zdecydowanie jedna z moich ulubionych produkcji od połówki Reflection Eternal.

A Phifey? Fajnie, ale sorry - ten placek należy do Hi-Teka i on też powinien być na okładce, Dawg. Ale Phife'a lubimy i szanujemy za ATCQ, za solo zresztą też. Ale pewnie będzie okazja jeszcze się nad nim pochylić (ładnie napisane, prawie jak publicysta).

Miałem ten singielek z samą wersją Tekową, promo od Superrappin', bez picture cover, więc popchnąłem i skombinowałem lepszy, wiadomo. Dobra okładka jest lepsza niż brak okładki.

Phife Dawg w miejscu by być, Hi-Tek w miejscu by być.



Natti inna house!!!

13 listopada 2008

A Tribe Called Quest - The Low End Theory





Zespół: A Tribe Called Quest
Tytuł: The Low End Theory
Format: 2LP (12''), 33 RPM
Wytwórnia: Jive
Rok wydania: 1991, second press 1996
Gatunek: Rap, Jazz

STRONA A
1. Excursions (3:53)
2. Buggin' Out (3:38)
3. Rap Promoter (2:13)
4. Butter (3:39)

STRONA B
1. Verses From The Abstract (3:59)
2. Show Business (3:53)
3. Vibes And Stuff (4:18)

STRONA C
1. The Infamous Date Rape (2:54)
2. Check The Rhime (3:36)
3. Everything Is Fair (2:59)

STRONA D
1. Jazz (We've Got) (4:09)
2. Skypager (2:13)
3. What? (2:29)
4. Scenario (4:10)

A Tribe Called Quest – ekipa, która zadebiutowała w 1990 roku albumem o tym strasznie długim tytule („Peoples Instinctive Travels... itd.), już wtedy zapożyczała wiele z jazzu. Ekipa, która w historii rapu była kamieniem milowym, jeśli chodzi o jazz w rapie. I tak, rok po debiucie powstaje album "The Low End Theory". Dojrzalszy, poważniejszy, często określany nawet jako album jazzowy (!). Front man Q-Tip wraz ze swoją spółką stworzyli ponad czasowe dzieło, które było inspiracją dla wielu artystów, choćby wcześniej wspominane przez nas "Jazzmatazz" autorstwa Guru, było inspirowane tym właśnie albumem. Na krążku prócz plejady genialnych jazzowych sampli, można usłyszeć nawet parte kontrabasu nagraną na ten album przez legendarnego już kontrabasistę Rona Cartera. Parę groszy w ta płytę wtrącili Busta Rhymes, Sadat X czy nawet Diamond D.

Utwory takie jak "Scenerio" na samplu z "Oblighetto" Jacka McDuffa, "Excursions" czy "Jazz (We've Got)" to perełki, wśród perełek w swojej klasie.