Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mos def. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mos def. Pokaż wszystkie posty

4 października 2009

Mos Def & Talib Kweli are Black Star - Respiration




Artysta:
Mos Def & Talib Kweli are Black Star
Tytuł: Respiration
Format: 12"
Wytwórnia: Rawkus
Rok: 1999
Gatunek: Świadomy Rap

Strona A
1. album version radio edit
2. album version instrumental

Strona AA
1. flying high radio mix
2. flying high main mix
3. flying high instrumental

Nie sprawdzałem, ale dziś w Lublinie pogoda była chyba zbliżona do tej uwiecznionej na zdjęciach z okładki. Dodatkowo cały dzień się kurowałem w domu, więc jestem zły na wszystko. Pociesza mnie fakt, że to nie ja kupiłem Sonic Smash w ciemno (ale nie śmieję się). Kiedyś za to kupiłem sobie taką jedną dwunastkę.

Nie pociąga mnie raczej zbieranie singli, ale robię wyjątki albo ze względu na sentyment, albo na super wydanie, któremu nie mogę się oprzeć. "Respiration" Black Stara to zdecydowanie pierwszy przypadek, chociaż... w szarej kopercie bym go pewnie nie kupił...
Na stronie A znalazła się teledyskowa, lekko okrojona, wersja kawałka znanego z longplaya duetu. W zwrotkach brooklyńczyków i Commona (wtedy chyba już mieszkańca NY) znajdziemy opisy smutnej wielkomiejskiej rzeczywistości. I choć to Mos Defa uważam od zawsze za mocniejsze ogniwo ówczesnego Black Stara, to w tym numerze wersy Kweli'ego mocniej wbijają się w głowę. Cały numer brzmi, jak przestroga przed czyhającymi za rogiem przemocą, prostytucją i kradzieżami. Dużą w tym zasługę ma też klimatyczny, niespokojny bit Hi-Teka, uuu stary dobry Kajtek.
Jednak i tym razem b-strona wygrywa znowu (chociaż jest stroną aa - przyp. red.), bo zawiera rarytas, czyli coś, co powinniśmy dostawać zawsze, nabywając singiel. Tytułowy kawałek w remixie Pete Rocka i z gościnnym udziałem jednego z najlepszych MC wszechczasów, proszę Państwa, Black Thoughta z The Roots (brawa). Dwie całkiem nowe zwrotki gospodarzy, występ reprezentanta Philly, ślicznie plumkające pianino w tle i na deser śpiewający refren Mos. Ta wersja jest bardziej pogodna - produkcja Pete'a jakby mająca podnieść na duchu słuchacza. Ta wersja jest piękna.

Czy czegoś tu brakuje? Poza pełną albumową wersją "Respiration" - niczego. Definicja (one, two, three...) tzw. conscious hiphopu, jedna z najlepszych rawkusowych dwunastek i jeden z najciekawszych rapowych remixów. No a "escuchela, la ciudad respirando" to jedno z nielicznych zdań po hiszpańsku, które znam (próbowałem podrywać na nie koleżanki w liceum).

Jest już późno, nie piszę. Słuchaj, jak miasto oddycha.



14 czerwca 2009

Mos Def - The New Danger




Artysta: Mos Def
Tytuł: The New Danger
Format: 2LP (12"), 33 1/3 RPM
Rok wydania: 2004
Wytwórnia: Geffen
Gatunek: Rap, Rock, Blues, Soul

Strona A:
1. The Boogie Man Song
2. Freaky Black Greetings
3. Ghetto Rock
4. Zimzallabim
5. The Rape Over
6. Blue Black Jack

Strona B:
1. Bedstuy Parade & Funeral March
2. Sex, Love & Money
3. Sunshine
4. Close Edge

Strona C:
1. The Panties
2. War
3. Grown Man Business (Fresh Vintage Bottles)
4. Modern Marvel

Strona D:
1. Life Is Real
2. The Easy Spell
3. The Beggar
4. Champion Requiem

Dawno żaden 2LP nie zagościł u nas, więc trzeba to zmienić. Listopad w czerwcu, sesja i wczorajsze rozmowy o życiu zrobiły mnie melancholijnym chłopem. Starzejemy się, każdy kiedyś umrze, a świat jest zły, nie ma się co oszukiwać. Idealna pora, żeby wrzucić na talerz "The New Danger", tym bardziej, że na półkach czeka już kolejny krążek od autora.

Pamiętam premierę drugiego solo Mos Defa, niepochlebne komentarze, zawody (od bycia zawiedzionym - przyp. red.). Internetowy fanbase, który pokochał Mosa za BlackStara i "BOBS", nie był usatysfakcjonowany. Poprzedni album brzmiał może bardziej klasycznie hiphopowo, było więcej sampli, DJ Premier, ale przecież z drugiej strony mieliśmy takie utwory jak "Umi Says", czy "Rock'n'Roll", więc hej. Od początku uważałem tę płytę za udaną kontynuację ścieżki obranej przy debiucie solowym i psioczenie mnie dziwiło. Flow, głos, celne teksty i podśpiewywanie pozostały, zmieniła się tylko forma podania. Dlatego ten ładny gatefold z kozacką okładką był w moich łapach już niedługo po premierze.

Na drugiej solowej płycie Dante trochę odleciał. Nagrywanie z zespołem złożonym z członków Living Colour i Bad Brains nadało jej punk-rockowy sznyt i tę złość znajdziemy nie tylko w typowo gitarowych numerach, ale też w remake'u kawałka Jay'a-Z, a nawet w (uwaga, słowo dla mięczaków) przecudownym 9-minutowym tribucie dla Marvina Gaye'a ("Modern Marvel").

Już pierwsze trzy kawałki definiują kształt płyty - najpierw delikatna ballada, potem ostre gitary i w końcu ghetto hiphop. Cały krążek to w zasadzie kolaż emocji i wycieczka po gatunkach, od antysystemowego "War", czy wykrzykiwanej miłości w "The Beggar", przez zmysłowe "The Panties" i bluesowe "Blue Black Jack", aż po typowo rapowe numery, jak "Sex, Love & Money" (bit petarda!) albo Kanye'owy "Sunshine", w którym Mighty Mos uprawia sobie bragga (jest też follow-up do Biggie'go, hiphopowa głowo). Nie pogubiliście się? Album, zdominowany właściwie przez gorycz, zamyka podnoszący na duchu "Champion Requiem".

Ciężko napisać o tej płycie tylko parę słów, a żeby przedstawić wszystko, co mi się w niej podoba musiałbym wymienić prawie każdy numer (czy już to zrobiłem?). Nie dam powiedzieć złego słowa o "The New Danger", bo dla mnie to jedna z najlepszych rzeczy w muzyce XXI wieku. Hiphopowym ortodoksom ma prawo nie pasować, ale nie sposób jej nie docenić. Okres.