Pokazywanie postów oznaczonych etykietą funk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą funk. Pokaż wszystkie posty

19 lipca 2010

Rick James - Street Songs LP




Wykonawca: Rick James
Tytuł: Street Songs
Format: LP, 33 RPM
Wytwórnia: Motown
Rok Wydania: 1981
Gatunek: Funk/Soul

Strona A:
1. Give It To Me Baby
2. Ghetto Life
3. Make Love To Me
4. Mr. Policeman

Strona B:
1. Super Freak
2. Fire And Desire
3. Call Me Up
4. Below the Funk (Pass the J)

Jakiś rok temu przyszło mi naprawiać komputer dla znajomej znajomego, niczego sobie czterdziestoletniej rozwódki o imieniu Mary. Kiedy odwiozłem jej maszynę wyczyszczoną ze wszelakich wirusów, malwarów, spywarów, trojanów i adawarów zapytała czego życzyłbym sobie w zamian. Ja zaś nie zachowałem się wówczas jak biznesmen (nie wziąłem pieniędzy), nie zachowałem się również jak, w mniemaniu niektórych, prawdziwy mężczyzna (nie zażądałem zapłaty w naturze). Zachowałem się po prostu jak na diggera przystało - zażądałem płyt winylowych. Mary wybałuszywszy na mnie z początku oczy zeszła jednak do piwnicy i po chwili wytachała stamtąd zakurzony kufer. Z jego wnętrza wydobyła wiele pereł, mniejszych i większych, wśród nich zaś - w idealnym stanie LP - Rick James - Street Songs! Ledwie stłumiłem w sobie łzy radości i uśmiechnąłem się jeno pod nosem a do domu jechałem rycząc wniebogłosy "Give it to me baby!".

Nie będę tutaj przepisywał Wikipedii i relacjonował nad wyraz burzliwego oraz usianego w skandale życia tego genialnego artysty. Warto jedynie wspomnieć, że rok 1981 obfitował w ważne dla świata wydarzenia. W Stanach Rick wydał Street Songs a w Polsce urodziłem się ja.

Album otwiera przegenialny utwór "Give it to me baby", straszliwie świeży nawet po tylu latach; osobiście mój ulubiony kawałek James'a obok "Mary Jane". Kolejny numer zatytułowany "Ghetto life" stał się inspiracją dla wielu hip-hopowych artystów. Słuchając tekstu nasuwa się myśl, że równie dobrze brzmiałby zarapowany (zresztą był on niejednokrotnie samplowany, między innymi przez Busta Rhymes'a i Snoop Dogg'a). Kolejny kawałek to romantyczny "Make love to me" a tuż po nim "Mr. Policeman", niewątpliwie będący inspiracją dla późniejszych utworów traktujących o brutalności policji. Od strony muzycznej jest to bardzo udana mixtura funku i reggae.

Stronę B otwiera znany chyba każdemu (jeśli nie w oryginale to przynajmniej jako sampel u MC Hammer'a - "Can't Touch This") "Super Freak". Podobnie jak "Give it to me baby" nawet po niespełna 30 latach ten numer brzmi bardzo, bardzo świeżo. Dalej "Fire and Desire" nagrany wspólnie z, delikatnie mówiąc, podopieczną Rick'a - Teeną Marie (która popełniła potem kilka naprawdę dobrych piosenek do soundtracku z Top Gun'a). Śmiem twierdzić, że Rick w tym kawałku dał upust swoim dość osobliwym fascynacjom sexualnym. Dalej pojawia się "Call me up", kolejny track traktujący o zbliżeniach intymntych, tym razem jednak w bardzo, bardzo funkowym stylu. Zwieńczeniem albumu jest "Below the Funk (Pass the J)", gdzie "J" stands for "Joint", kolejny funkowy kozak, w którym James przez cały czas domaga się, aby podano mu skręta - na samym końcu utworu słyszymy ledwie wyłapywalne "Thank you!".

Reasumując, zdziwiło mnie nieco, że na naszym ukochanym blogu search engine nie wypluł ani jednej literki zapytany o Rick'a James'a. Tym bardziej poczułem się zobowiązany uzupełnić tę lukę. Na koniec dodam jeszcze, że panowie z Motown jakiś czasu temu wypuścili zremasterowaną, podwójną edycję tegoż albumu - niestety wydaną tylko na CD.

16 lutego 2010

[INFO] Setenta - Apariencias / Sonrisa 7"


Jest sobie w Stanach wytwórnia Fat Beats, znana. I jest sobie też taki holenderski label Hot Casa, mniej znany. Połączyli siły i wypuścili siódemkę paryskiej siedmioosobowej grupy o nazwie Setenta. Latin funk, cziki cziki, ruszaj biodrami i machaj grzechotką. Taneczne, gorące rytmy prosto od Francuzów.

Nastąpił z naszej strony drobny, zaledwie dwumiesięczny, poślizg w przekazaniu tej informacji, przepraszam. Ale na hhv mają, na juno mają i na rushhour.nl też, więc nic straconego.

W razie pytań i wątpliwości możecie pisać do Joteffa z Jazzmentalism.com (kontakt na stronie). Odesłałbym na sajt FatBeats po więcej informacji, ale przebudowują go, więc nie odeślę. Za to myspace tego zacnego bandu działa, zatem nie zapomnijcie odwiedzić!


28 czerwca 2009

Michael Jackson - Billie Jean/It's The Falling In Love



Artysta: Michael Jackson
Tytuł: Billie Jean/It's The Falling In Love
Format: singiel (7''), 45 RPM
Rok wydania: 1982
Wytwórnia: Epic
Gatunek: Dance, R&B, Funk, Pop

Strona A
Billie Jean (taken from "Thriller") 4:55

Strona B
It's The Falling In Love (taken from "Off The Wall") 3:46

Gdy zmęczony po imprezie usłyszałem, że Michael nie żyje to przynajmniej przez 15 minut złapałem totalną zawieszkę. Cios. Chyba już wszystko zostało napisane na temat tego kim był Jackson dla świata muzyki. Wielu artystów już się o nim wypowiedziało w mediach. Fani z całego świata płaczą, a ja postanowiłem, że opiszę coś z dyskografii Króla. Problem był taki, że nie wiedziałem co wybrać. Gdy już zdecydowałem, że będzie to mój ulubiony numer MJ’a, czyli "Billie Jean" to pojawił się nowy kłopot – gdzie jest moja 7’’ z tym kawałkiem? Szukałem długo – okazało się, że placek z tym szlagierem ukrył się w miejscu w którym powinien spoczywać "Beat It". Bałagan mistrza.

"Billie Jean" oraz "Beat It" pochodzą z "Thriller’a". "Get On The Floor", który jest na stronie B tego drugiego singla pochodzi z "Off The Wall". Tak samo jak "It’s The Falling In Love". A moim ulubionym LP od Michael’a jest "Bad". Czyżbym troszkę zamotał?

Kim jest Billie Jean? Z pewnością wiele osób zadawało to pytanie po usłyszeniu historii, wyśpiewanej na podkładzie kolejnego geniusza – Quincy Jonesa. Co lepsze, opowieść o paniusi i dzidzi jest ponoć prawdziwa. Bardziej niż życie osobiste znam hipnotyczną linię basu oraz nie dający się zapomnieć wokal głównego "bohatera" ostatnich dni. Gdybym pisał tą notkę tydzień wcześniej to pewnie bym się rozpisał na temat na 10 stron, a aktualnie nie wiem co dalej skrobnąć. Z każdą kolejną literką robi mi się coraz smutniej, i chyba pójdę zaraz spać. W sumie to coraz gorzej mi się słucha z tego wszystkiego tych fenomenalnych hitów. Starczy - nie potrafię przesłuchać 7'' do końca na tą chwilę. Jestem mięczakiem.

Nie zapomnę o tym gościu nigdy.

21 czerwca 2009

Zhané - Groove Thang (Remixes)



Zespół: Zhané
Tytuł: Groove Thang (Remixes)
Format: singiel (12''), 33 RPM
Rok wydania: 1994
Wytwórnia: Motown Record Company
Gatunek: Funk, R&B

Strona A
1. LP Version
2. Kay Gee's Remix
3. Remix Instrumental
4. Acapella

Strona B
1. Maurice's Club Mix
2. Maurice's Groove Dub

Motown to bardzo ważna nazwa w moim życiu. Nie pamiętam dokładnie, kiedy pierwszy raz między nami zaiskrzyło. Moja historia z tym labelem to potwierdzenie tego, że istnieję miłość od pierwszego usłyszenia. Jest to dość luźny związek, bo jedna z moich ulubionych, nie robi mi wyrzutów, gdy spędzam czas z innymi markami. Nie jest zazdrosna. Doskonale wie, że za jakiś czas znowu do niej wrócę, niczym wierny pies do swojego pana. Straszna słabość, bo kupuję wszystkie płyty z tym magicznym napisem na literkę "M". Nawet jak kiepsko kojarzę (albo nie znam) nazwisko/pseudonim artysty to jestem święcie przekonany, że muzyka zawarta na nośniku mnie nie zawiedzie. Jeszcze nigdy firma założona przez Berry’ego Gordy’ego nie sprawiła, że czułem żal za wydanymi pieniążkami. Gdybym był milionerem zbudowałbym pomnik dla tego pana, większy od tego w Brazylii. Jestem poważny.

Zhané to duet, który składa się z: Renée Neufville i Jean Norris. Na swoim koncie mają przynajmniej 3-4 mega przeboje, na myśl przychodzą mi teraz dwa: "Hey, Mr. DJ" oraz "Groove Thang" właśnie. Panie poznały się na studiach i w studiu świetnie współdziałały na polu wokalnym. Niesamowite głosy + talent do nagrywania bardzo dobrej, mainstreamowej muzyki sprawiły, że o zespole było swego czasu głośno. W promocji dziewczyn znaczącą rolę odegrał DJ Kay Gee – tak, tak, to ten z Naughty By Nature. Zaraz po wydaniu singla "Hey, Mr. DJ", który grany był na wszystkich imprezach (chyba) – zespół podpisał kontrakt z ludźmi z Motown. Wydali płytę "Pronounced Jah-Nay", zgarnęli platynę i nagrodę Billboard’u, zostali obsypani deszczem propsów, no i zapewne było im miło. Z tego wydawnictwa pochodzi numer, przy którym pragnę się zatrzymać. Stop i pauza.

"Groove Thang" w oryginalnej wersji ma groove i to coś, dzięki czemu chce się do tego kawałka wracać. Gdyby nie został hitem to ze światem byłoby coś nie halo. Mocne bębny, które bujają ciałem, blokiem, całym globem... numer uzależnia bezdyskusyjnie. Oprócz oryginału mamy tutaj także remix Kay’a Gee. Udany jak najbardziej i żeby bardziej go docenić wydawcy wrzucili go też w wersji instrumentalnej (strasznie mnie w tym podkładzie jara okrzyk "yeah!", czytelniku to nie Lil Jon). A jeżeli uważasz, że obie wersje są słabe i że lepiej byś wykorzystał głosy pań to na samym końcu 12’’ znajdziesz acapellę, więc przerób ten klasyczny numer – do dzieła zuchu! Albo lepiej nie, bo jeszcze zepsujesz świetną robotę dwóch śpiewających dam. Po prostu bujaj się do tego winylka, keep your body move. Aha, na stronie B wersja dla klubów i dub version. Też spoko opcja.

Podsumowując – udzielił mi się już wakacyjny klimat, letni klimat. Od wczoraj bodajże słucham tylko numerów łatwych, przyjemnych. Fajnie jest, bawię się – wsłuchuję się w rytm i wyginam swoje tłuste ciałko jak głupi bananowiec (albo po prostu głupi). Słuchajcie dzisiaj tylko tego:

18 czerwca 2009

E.U. - Da' Butt (From School Daze Soundtrack)





Artysta: E. U. "Experience Unlimited"
Tytuł: Da'Butt
Format: LP (12"), 33 1/3 RPM
Rok wydania: 1988
Wytwórnia: EMI
Gatunek: Funky/Go-Go.

Strona A:
1. Radio Mix
2. B-Boy Mix

Strona B:
1. Extended Soundtrack Version
2. 7" Edit - Radio Mix

Ostatni nabytek z tych, których nie spodziewasz się znaleźć. Wpadł mi w ręce przez całkowity przypadek. Cena 1 euro - nie mogłem nie kupić.
Kawałek to soundtrack z filmu Spike'a Lee "School Daze" w wykonaniu Experience Unlimited. E.U. to kluczowy zespół sceny go-go w DC. A go-go to styl łączący funky bass/latin perccusion/horns/key boards/guitars. Coś świeżego i rytmicznego idealne na deszczowe i przygnębiające dni takie jak dziś. Nie jestem jakimś znawcą tego rodzaju muzyki, ale zacząłem szukać i znalazłem trochę informacji, żeby przybliżyć wam trochę sylwetkę tego zespołu.
W latach 80 byli wielcy! Mieli siłę i moc, której brakowało innym zespołom. Byli dobrzy do tego stopnia, że nawiązali współpracę z samym Spike’m Lee, który nie wahał się użyć ich kawałka w swoim projekcie. Jednak to był w pewnym sensie kres ich kariery pod szyldem go-go. Było im bardzo ciężko wydać cokolwiek innego niż singiel.
Zaczęto przypisywać im etykietę R&B. Jedynym podobnym pod względem treści projektem, który udało im się wydać było "Livin' Large" (1989).
Sam utwór jest bardzo melodyjny, rytmiczny i skoczny. Jednym słowem maks imprezowy:
"Alright. Come on. Sing it one time
(Yeah-ee yeah. Yeah-ee, Yeah-ee, Yeah-ee Yeah)
Sing! Ow!
(Yeah-ee yeah. Yeah-ee, Yeah-ee, Yeah-ee Yeah)
Ha! Ha!"
Tak zaczyna sie track, który porwie każdego na parkiet. Strasznie jaram się b-boy version na stronie A, która jest mocnym punktem tego singla.
Co ciekawe kawałek miał taką popularność, że w latach 80-tych powstał taniec polegający na kręceniu tyłkiem... "shaking your butt"...
Podsumowując czasami warto wejść do sklepu z winylami i zaglądnąć tam, gdzie nigdy nie zaglądasz, a na bank to właśnie tam ukrywa się coś, co może być wartościowe właśnie dla Ciebie!

10 czerwca 2009

Alex Band - Ajoka / Hello Herbie





Artysta: Alex Band
Tytuł: Ajoka / Hello Herbie
Format: singiel (7''), 45 RPM
Wytwórnia: Tonpress
Rok wydania: ?
Gatunek: Funk/Jazz-Funk

Strona A
Ajoka

Strona B
Hello Herbie

Kiedyś, kiedyś, kiedyś wybrałem się na diggin do mojego miejscowego komisu. Po poszukiwaniach w dużych skrzyniach (gdzie chyba mało znalazłem) przystąpiłem do penetracji pudełka po butach z "siódemkami". W oczy mi się rzucił singielek zespołu "Alex Band", i myśl - "kurdę, skąd kojarzę tą nazwę?... tak! To było na którymś z footprints’ów... czyli musi być dobre". I tak za złotówkę (!!) zakupiłem ów singiel. Ba! I nie myliłem się, w ogóle nie przypuszczałem, że w Polsce w dawnych PRL-owskich latach grało się tak świetną mieszankę funku i jazzu (znałem kilka rzeczy pokroju Big Band Katowice, ale było tego niewiele). Singiel mnie rozłożył (do dnia dzisiejszego dokopałem się już dwóch "pełnowymiarowych" LP Alex Bandu). Strona A i B, to świetny soczysty funk z nutą świetnej gitarowej i dętej improwizacji. Strona B pt. "Hello Herbie", każe myśleć, że utwór ten jest swego rodzaju hołdem dla legendarnego Herbiego Hancocka... nie wiem, nie doszukałem się tu tematów autorstwa Herbiego, tak czy inaczej - miazga! Tak po cichu powiem, że wrzuciłem specjalnie dla was na odsłuch, sprawdźcie niżej:



28 maja 2009

Krzysztof Zgraja - Polish Jazz vol. 64: Laokoon





Artysta: Krzysztof Zgraja
Tytuł: Laokoon (Polish Jazz vol. 64)
Format: LP (12''), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: Polskie Nagrania
Rok wydania: 1981
Gatunek: Jazz / Free Jazz

Strona A
1. Luz Blues
2. Alex Funky
3. La Concha
4. W Oczekiwaniu Na...

Strona B
1. Laokoon
2. Fin De Siecle

Na łamach bloga Polish Jazzu jeszcze nie było... trzeba nadrobić zaległości, o tak! Ponieważ seria Polish Jazz dziś przez wielu uznawana jest za legendarną! To tu swoje wielkie muzyczne kariery zaczynali Urbaniak (ogromny sukces w USA), Stańko, Makowicz, Namysłowski czy wreszcie Komeda. "Astigmatic" Komedy, piąta część serii PJ, jest chyba najbardziej znanym albumem spod szyldu Polish Jazz. Dziś jednak zajmiemy się kimś innym. Krzysztof Zgraja, utalentowany polski jazzman grający na flecie. Flet + jazzowy groove = dobry kawałek muzyki. Przemaglujemy więc "Laokoon" z 1981 roku - Polish Jazz vol. 64. Nie jest to pierwszy album Zgrai w tej słynnej serii. Wcześniej nagrał "Alter Ego" w duecie z kontrabasistą - Czesławem Gładkowskim (polecam sprawdzić co Gładkowski na tej płycie wyczynia z kontrabasem!). Po duecie przyszła kolej na solo. Na albumie znajdziemy typowe, klasyczne jazzowe tematy ("Luz Blues",) totalne free-improwizacje ("Laokoon"), wolne chillout'owe ballady ("Fin De Siecle" - mój ulubiony utwór z płyty... od chill’u narasta do przeeleganckiego melodyjnego temaciku) czy nawet miniaturę porządnego funku ("Alex Funky")! Flet, poparty saksofonem gościnnie występującego Zbigniewa Namysłowskiego w utworze "La Concha" jest NIESAMOWITY. Strasznie przyjemnie słucha się tej płyty, która jak wspomniałem jest bardzo zróżnicowana, przez co bardzo wciąga. Przyznam się nawet, że "zripowałem" sobie ten album do mp3, bym mógł go mieć w przenośnym odtwarzaczu pod ręką. Bardzo ciekawa pozycja, którą szczególnie poleciłbym tym którzy chcą wbić się w jazzową zajawkę, a nie wiedzą jak się za to zabrać. Album bardzo przystępny nawet dla jazzowego laika. Jak traficie gdzieś w komisie czy innym antykwariacie to bierzcie w ciemno. Płytę można dostać za dosłownie kilka złotych. Polecam!

No i dodam, że na tej płycie można wyłapać sample, które ciął m.in. Adaś Ostry. 5!

14 kwietnia 2009

James Brown - The Best Of





Wykonawca: James Brown
Tytuł: The Best Of
Format: LP (12''), 33 1/3 RPM
Rok wydania: 1976
Wytwórnia: Polydor
Gatunek: Funk

Strona A
1. People Get Up And Driver Your Funky Soul
2. Say It Loud, I'm Black And I'm Proud
3. All For One
4. I Loves You Porgy
5. Fever
6. I Am A Creedy Man

Strona B
1. I Got A Bag Of My Own
2. Soul Power
3. Please, Please, Please
4. I Got You (I Feel Good)
5. Hell
6. When The Saints Go Marching In

Miałem godzinne "okienko" w zajęciach, i 10 minut drogi do komisu z woskami, i parę złotych w portfelu, co robie? No idę... Po kilku minutowym "diggingu" wynalazłem "The Best Of James Brown"!! W komisie w którym od 2 lat kopałem między Trubadurami czy innym Tercetem Egzotycznym, taki egzemplarz był wydarzeniem, hehe... bo kocham funk, i ze wstydem muszę przyznać, że od Brown’a na wosku jeszcze nie miałem nic... więc teraz już mam. Jak tytuł mówi, mamy tu "The Best Of". "Say Loud, I’m Black And I’m Proud", "All For One" (petardaaa!!) czy wyje*ane "Soul Power" są wszystkim baaardzo dobrze znane. Fajnie mieć na jednej płycie kilka tych najsłynniejszych jointów. Choć akurat "I Got You (Feel Good)" już było "obsrane" na 100 różnych sposobów w przeróżnych filmach, reklamach, itp., co strasznie wpłynęło na niekorzyść dla klasyka. Ale cóż, marketing to marketing. Z tego co tak polukałem po okładce, to akurat ta płyta raczej była przeznaczona na rynek (jeszcze wtedy) czechosłowacki, więc fajnie, że znalazł się ktoś i przywędrowała ona do mnie. James Brown In Memory Of!



21 lutego 2009

Diana Ross - Upside Down



Artystka: Diana Ross
Tytuł: Upside Down
Format: singiel (7"), 45 RPM
Wytwórnia: Motown Record Corp.
Rok wydania: 1980
Gatunek: R&B, Funk, Soul

Strona A
Upside Down

Strona B
Friend To Friend

Diva na blogu, panowie zachowajmy się jak dżentelmeni. Od niej chciałbym brać lekcje stylu, i nie tylko, a jednym z większych marzeń jest to, żeby kiedyś zaśpiewała mi "Upside Down" na żywo. Najlepiej gdyby miała ciało z roku 1980 grając dla mnie ten prywatny koncert. Punkt przełomowy w jej karierze, w sumie to zaczynamy historię z panią Ross na naszej stronie od środka. Wielki przebój, chyba jej największy ze świetnej płyty "Diana". Energiczny podkład, elegancki aranż, mistrzowskie brzmienie - zaśpiewane z klasą jak na prawdziwą damę przystało. Jak odpalisz filmik poniżej albo co lepsze, tą siódemkę, to jedna prośba - nóg nie połam. Wyginaj się przy tym jak Diana podczas występu, gdzie na końcu wbił się Michael Jackson (jej dobry przyjaciel swego czasu). Mimo, że od premiery singla minęło 29 lat to i tak jest on wciąż świeży, aż to nie naturalne. W czasach kiedy hity R&B nudzą się po miesiącu szczególnie. Zresztą logo Motown to certyfikat jakości muzycznej, który uzyskali najwięksi czarni muzycy, ever! Na stronie B utwór "Friend To Friend" - spokojniejszy znacznie; ballada co świetnie się nada na przytulanki. Padam do góry nogami i odpalam kolejny raz. Kochana, śpiewaj!



16 grudnia 2008

Prince - Planet Earth



Artysta: Prince
Tytuł: Planet Earth
Format: 2LP, 33 RPM
Wytwórnia: NPG Records
Rok wydania: 2007
Gatunek: Pop, Rock, Soul, R&B, Funk, a nawet Rap

Strona A
1. Planet Earth
2. Guitar

Strona B
1. Somewhere Here On Earth
2. The One U Wanna C

Strona C
1. Future Baby Mama
2. Mr Goodnight
3. All The Midnights In The World

Strona D
1. Chelsea Rodgers
2. Lion Of Judah
3. Resolution

Czy jest ktoś na sali kto nie zna Prince'a? No właśnie - każdy o nim wie, mniej lub więcej (mam nadzieję, że więcej). Ma tylu fanów na całym świecie, którzy za niego oddaliby duszę i serce ile ja zjadłem w życiu frytek, a trzeba dodać, że jem dużo. Rok temu uderzył z płytą "Planet Earth" - no i rozpoczęły się dyskusje. Raz, że nad muzyką co jest w pełni naturalne, dwa nad sprawami biznesowymi, bo chyba jest coś nie tak, kiedy najlepszy żyjący artysta zamiast wydać płytę w wielkim labelu dodaję ją do gazety jako bonus plus do biletów na swoje koncerty. Nie będziemy się teraz bawić w młodego ekonomistę, lepiej pobawmy się w recenzenta. LP rozpoczyna poważny utwór tytułowy. I już słyszymy to co towarzyszyć nam będzie przez cały materiał. Super groove, super brzmienie, super melodie, super harmonia, super głos... - tutaj warto postawić pytanie czy Książe przypadkiem nie jest Supermanem? Potrafi odnaleźć się w każdym gatunku w jakim czarni błyszczą najmocniej - nie ważne czy to energiczny funk powodujący łamanie karków czy spokojna ballada przy której bielizna z Twojej panny spada automatycznie. Umie też zagrać fajny rock czy zarapować. We wszystkim szefuje, więc zamiast Prince powinieneś do niego mówić pan szef. I mimo, że na tle innych jego dokonań ta produkcja wypada dosyć średnio, to i tak miażdży ona 3/4 nagrań muzycznych z roku 07'. Konkurencja jeszcze długo nie dojdzie do tego szczebla na jakim aktualnie stoi Książe. Pop w najlepszym wykonaniu z dużą ilością gitar, robiony klasycznie, któremu nic chyba nie można zarzucić. Nie przyczepisz się, że jest nudno, ani że Prince stracił polot. Nie powiesz też, że nie ma tutaj hitów, bo "Guitar" to jeden z lepszych singli w tamtym roku z bardzo fajną video-zajawką, którą zobaczysz niżej. Polecam każdemu, warto znać każdą płytę tego pana, a oprócz kawałka w którym słyszymy, że Książe woli gitary od kobiet daje też pierwszy numer, tak żeby było trochę powagi na stronie.



9 grudnia 2008

Maceo Parker - Mo' Roots



Artysta: Maceo Parker
Tytuł: Mo' Roots
Format: LP, 33 RPM
Wytwórnia: Minor Music
Rok wydania: 1991
Gatunek: Jazz, Funk

Strona A
1. Hallelujah I Love Her So
2. Chicken
3. Let's Get It On
4. Hamp's Boogie Woogie

Strona B
1. Fa Fa Fa (The Sad Song)
2. Jack's Back
3. Sister Sadie
4. Southwick

Koleś, który współpracował z Jamesem Brownem czy z Georgem Clintonem. Inaczej - geniusz, który był prawą ręką Jamesa i George'a. Rapowi czytelnicy bloga, których jest większość mogli go poznać, jeśli dobrze znają twórczość De La Soul (płyta "Buhloone Mindstate" się kłania, bodajże trzy utwory w tym na bank ten z Guru). Poza tym z jego umiejętności skorzystały takie tuzy jak Bootsy Collins, Red Hot Chili Peppers, czy w niedawnym czasie dość często wielki Prince. O ostatnich jego płytach czytałem sporo, słyszałem też nie mało - wszystkie opinie na plus. Jednak o jego starszych nagraniach, bardzo mało wiedziałem. Postanowiłem, więc kupić ten wosk, no i bardzo miła niespodzianka. Ten człowiek, a raczej jego muzyka rozłożyła mnie na łopatki - strasznie pozytywna energia. Jazzowcy zatwardziali (znaczy paru tak mi mówiło) twierdzą, że to bardziej pop niż jazz, ale jak tak ma wyglądać pop to super. 3/4 płyty to muzyka instrumentalna (a czego, żeś się spodziewał?), tylko w jednym utworze się pojawiają wokale, a dokładniej w "Fa Fa Fa", gdzie obok Maceo śpiewa Kym Mazelle (wiadomo, że pan Parker oprócz tego, że wymiata na saksofonie, ładnie też podśpiewuje). Numer "Let's Get It On" to świetny podkład do zabaw pościelowych (oczywiście pierwotna wersja należy do Marvina Gay'a), a wspominane "Fa Fa Fa" to bardzo trafny wybór na imprezy, gdzie towarzystwo nie chce się bawić przy techno-łupaninie. Ogólnie całą płytę polecam każdemu, re-we-lacja!

17 listopada 2008

Barry White - You See The Trouble With Me / I'm So Blue And You Are Too



Artysta: Barry White
Tytuł: You See The Trouble With Me / I'm So Blue And You Are Too
Format: singiel (7''), 45 RPM
Wytwórnia: 20th Century
Rok wydania: 1976
Gatunek: Funk, Soul

STRONA A:
You See The Trouble With Me

STRONA B:
I'm So Blue And You Are Too

Cały dzisiejszy dzień chodzę i nucę sobie piosenkę tego pana ze strony A, bo co jak co, ale wpada w ucho, prawda? (prawda). Karierę muzyczną Barry W. (prawdziwe nazwisko Barrence Eugene Carter) rozpoczął zaraz po tym jak wyszedł z więzienia w którym ponoć mocno polubił jakieś nagranie Elvisa (inspiracja?), ale to jest nie istotne. Rozpoczął karierę i co? I zbił taką fortunę, że Ty, Ty i Ty pewnie nigdy takiej nie zbijecie na niczym. Hajs zgarnął dzięki niesamowitej pasji jaką wkładał w każde nagranie. Chyba większość jego utworów to wielkie dzieła, i jak sam przyznał większość traktuje o miłości (pisał tak w swoim pamiętniku, który ukazał się chyba w 1999 roku, kto nie czytał ten lamus).

"You See The Trouble With Me"? Funkowy podkład, który wgniata w glebę plus prosty tekst, plus głos naszego bohatera = utwór, który będziesz sobie nucił w domu, w pracy i wszędzie gdzie się da przez najbliższy tydzień jak tylko przesłuchasz. "I'm So Blue And You Are Too" jest kawałkiem o wiele mniej znanym niż ten ze strony A, choć wg mnie lepszym - odkryłem to niedawno. Brzmi bardziej ambitnie niż ten pierwszy, no i co jak co (pytanie do polonistów - powtórzenie, jakiego rodzaju to błąd?), Barry się sprawdza lepiej w klimatach soulowych niż funkowych, co potwierdzą wszystkie damy, które kiedykolwiek uprawiały seks przy jego balladach, o!

Tak na końcu (tzw. post scriptum), minęło już 5 lat od śmierci geniusza muzyki, smutne.

Drugie "PS" - jeżeli chodzi o "klip" do kawałka ze strony "bee", no to u mnie jest trochę inna wersja, trochę mniej długa.



11 listopada 2008

Sound Directions - Funky Side Of Life





Zespół: Sound Directions
Tytuł: Funky Side Of Life
Format: LP (12''), 33 RPM
Wytwórnia: Stones Throw
Rok wydania: 2005
Gatunek: Funk, Jazz

STRONA A
1. Directions
2. Dice Game
3. Wanda Vidal
4. Fourty Days
5. Play Car

STRONA B
1. A Divine Image
2. The Funky Side Of Life
3. Theme For Ivory Black
4. The Horse
5. One For J.J
6. On The Hill

Sound Directions - czyli jak na razie jednorazowy projekt, podpinany często pod Yesterdays New Quintet, pod przewodnictwem legendarnego już Madliba. Projekt ten różni się od YNQ tym, że w Yesterdays, Madlib sam jest wszystkimi zmyślonymi muzykami od Malika, przez Ahmada po McDuphrey'a, zaś do nagrania albumu jako Sound Directions Madlib zatrudnił sesyjnych muzyków, którzy razem z nim stworzyli naprawdę świetny album. W "Yesterdays'ach" Madlib gra na bębnach, klawiszach, nawet na kontrabasie. Tutaj, zapraszając muzyków, znacznie mógł rozbudować swoje brzmienie o liczne flety, trąbki czy klarnety. Materiał stosunkowo nowy, bo wydany w 2005 sprawia wrażenie nagranego ładnych parę lat temu. Madlib na "Funky Side Of Life", daje nam naprawdę dobry, stary funk z jazzowym smakiem. Na co dzień typowo hiphopowy producent, tu pokazuje swoją wszechstronność i alternatywę dla tego co w mediach. Na płycie znajdziemy utwory napisane przez Madliba, jak i covery starych klasyków, "Wanda Vidal" przecież każdy koneser starszych rapowych brzmień będzie kojarzyć, chociażby z A Tribe Called Quest, którzy samplowali oryginał. Nieco ponad pół godzinny materiał jest dopracowany w każdym szczególe. Łatwość dostępu do tego lp'ka w Polsce sprawia, że warto mieć to na swojej półce.

Stosunkowo jedna z mocniejszych pozycji w katalogu Stones Throw, dlatego fajnie by było gdyby Otis Junior kiedyś stworzył kontynuację projektu.

7 listopada 2008

High Inergy - Turnin' On



Zespół: High Inergy
Tytuł: Turnin' On
Format: LP (12''), 33 RPM
Wytwórnia: Motown
Rok wydania: 1977
Gatunek: Funk, Soul, R&B, Pop

STRONA A
1. Love Is All You Need
2. You Can't Turn Me Off (In The Middle Of Turning Me On)
3. Some Kinda Magic
4. Searchin' (I've Got To Find My Love)

STRONA B
1. Ain't No Love Left (In My Heart For You)
2. Let Me Get Close To You
3. Save It For A Rainy Day
4. Could This Be Love
5. High School

Wytwórnia Motown jest dla mnie jedną z ważniejszych. Kiedy na płycie nieznanego artysty/artystki/zespołu (cokolwiek), widzę ich logo od razu wiem, że chce tą płytę mieć. Każdy chyba potrafiłby wymienić najważniejszych ludzi, którzy nagrywali dla tej firmy, bo kto nie zna Diany Ross, Marvina Gaye'a czy Steviego Wondera? Jednak przez Motown przewinęły się także nazwy, które zostały przez historie mniej lub bardziej zapomniane. High Inergy to cztery ładne (ta na którą wskazuje palcem szczególnie) i utalentowane panny. Wiele się mówi (no może z tym wiele to przesadziłem), że zespół ten to strasznie sztuczny twór, co ma potwierdzać fakt, że girlsband szybko się rozpadł.

Mimo tego co gadają jacyś tam ludzie mi płyta "Turnin' On" się bardzo podoba. Nie to, że mega klasyk, który trzeba znać, bo jak nie to lamus, ale jest w porządku. Główna wokalistka, czyli Vernessa Mitchell ma zajebisty głos, a reszta pań też fajnie podśpiewuje. Z tych dźwięków & słów płynie radość, którą słyszy się w jednej chwili, co oprócz wokali jest także zasługą podkładów. Muzyka dobra na każdą porę dnia, zawsze daje tyle samo energii i ciepła. Nic tylko odpalać ten wosk i się jarać dobrymi nutkami płynącymi wprost z ludzkich serc (och, ach). Na zakończenie chciałem dać parę utworów z płyty (znalezionych w serwisie youtube), bo o dobrej muzyce się nie powinno dużo pisać, tylko dużo jej słuchać, lecz nie dam z bardzo prostych powodów - żadnych klipów, ani tym podobnych na "jutubie" nie ma (wcale nie ściemniam).

23 października 2008

Commodores - Nightshift / I Keep Running



Zespół: Commodores
Tytuł: Nightshift / I Keep Running
Format: singiel (12''), 45 RPM
Wytwórnia: Motown
Rok wydania: 1985
Gatunek: R&B, Disco, Funk

Strona A
Nightshift

Strona B
I Keep Running

Commodores to bez wątpienia (i głupich dyskusji) jedna z najfajniejszych nazw w wydawniczym dorobku Motown. Komandorzy z Alabamy to zespół z czasów, kiedy boysbandy opierały swój sukces na prawdziwych talentach, a nie wyglądzie. Wielu złośliwców powie pewnie, że Ci ludzie zawdzięczają swoją sławę tylko Lionelowi, ale to nie prawda, i ten singiel to świetnie udowadnia, gdyż 3 lata przed jego wypuszczeniem Richie opuścił chłopaków stawiając na karierę solo, a Commodores dzięki temu numerowi zgarnęło nagrodę Grammy.

"Nightshift" to najlepszy ich kawałek. Piękny jak Adriana Lima, choć raczej temat smutny. Jest to hołd złożony dla dwóch panów - po pierwsze Marvin Gaye, a po drugie Jackie Wilson. Obaj zmarli rok przed wydaniem longplaya Commodores o tym samym tytule co ten singiel ("Nightshift" - dla mało rozgarniętych). Puść sobie ten utwór późnym wieczorem, a na bank odpłyniesz - nie ma innej opcji. Drugi track, czyli "I Keep Running" też jest bardzo dobry, ale z racji iż zawsze po przesłuchaniu 12'' jestem zbyt zauroczony tym pierwszym, to nie będę się rozpisywał o stronie B.

Gdybym był odpowiedzialny za robienie składanki typu "20 najlepszych chwil Motown" to z pewnością ten numer znalazłby się na niej. Fenomenalna piosenka!

8 października 2008

James Brown - Living In America



Artysta: James Brown
Tytuł: Living In America
Format: singiel (7''), 45 RPM
Wytwórnia: Scotti Bros. Records
Rok wydania: 1985
Gatunek: Funk

Strona A
Living In America (produkcja Dan Hartman)

Strona B
Living In America (produkcja Dan Hartman)

Nie żyje w Ameryce, nie urodziłem się w Ameryce, ba! - nawet nigdy tam nie byłem. Nie przeszkadza mi to jednak w tym, aby mocno kochać muzykę Jamesa m.in za numer "Living In America", który wielu z was kojarzy za pewne z filmu Rocky IV (to ten z tym ruskiem). Funkowy joint, który do końca świata będzie kojarzył mi się z boksem (tak przypuszczam). Na stronie B jest instrumental. Tańcz do tego, śpiewaj, pukaj swoją pannę, trenuj, skacz - cokolwiek, ale jedna prośba - nigdy nie zapomnij o nagraniach pana Browna.