Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bonny larmes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bonny larmes. Pokaż wszystkie posty

31 lipca 2010

Pokój Czarnych Płyt & Dj Krug - 100206


Wykonawca: Pokój Czarnych Płyt & D Krug
Tytuł: 100206
Format: 7” EP, 45 RPM
Wytwórnia: 12 Cali
Rok Wydania: 2010
Gatunek: HipHop/Beats/Instrumental

Strona A
1. 100206 (memory)
2. Remember Days
Strona B
1. Don’t Step
2. Fly Jay

Jako fan zakurzonych płyt, diggingu, beat tape’ów, starych 12-sto bitowych samplerów - muzyka Pana Rafała z Olecka a/k/a Galus/Pokój Czarnych Płyt spełnia moje wszystkie muzyczne wymogi. Od dłuższego czasu śledzę jego poczynania i projekty, i tak o to około lutego można było się spodziewać specjalnego projektu dla Dilli z okazji kolejnej rocznicy śmierci tego wielkiego producenta. Jeszcze większą niespodzianką był fakt, że projekt miał ukazać się na 7-mio calowym wosku. Tak! O poziom owego projektu nie ma co się martwić, z talentem Galusa, i jego zapleczem sprzętowym i obranym kierunkiem w produkcji wiedziałem, że to będzie petarda. I tak coś koło marca/kwietnia pojawiła się opcja pre-orderu więc od razu zaklepałem sztukę! Premierę przekładano wielokrotnie, lecz z pierwszej ręki od Galusa wiem, że mieli tam parę perypetii z naszymi południowymi sąsiadami u których materiał był tłoczony. Do tego doszły poprawki jakie Dave Cooley – pan odpowiedzialny za mastering tej płyty (jak i projektów pokroju Jaylib/Donuts i parę innych jeszcze klasyków spod szyldu STH) musiał wprowadzać, gdyż standardy tłoczenia europejskiego są nieco inne niż te z USA, gdzie Cooley owy materiał obrabiał. Tym którzy od razu w marcu zaklepali siódemke, ten dość długi okres oczekiwani na projekt, Galus postanowił zrekompensować, dorzucając swój poprzedni Beat Tape – Retro Lyrics, wydany w 2009 roku, którym zainteresowało się Soulspazm Records ze Stanów, dzięki którym poszedł nakład owego projektu na rynek Japoński i dystrybucja na iTunes. I tak w cenie 27PLN plus przesyłka mamy niezły kawał dobrej muzyki na światowym poziomie, nie ma co ściemniać. A musicie sami przyznać, że woski wydane w Polsce na własną rękę można policzyć na palcach jednej dłoni. Więc takie akcje trzeba wspomagać, bo pieniądz włożony w to, jest niemały.

Przejdźmy do zawartości. Dostajemy turbo 4 jointy, które swoimi skreczami i fajnie dopasowanymi cutami urozmaicił Dj Krug z Suwałk. Mimo, że projekt na początku był sygnowany jako Tribute to J Dilla, nie ma kopiowania wielkiego mistrza. Galusa wrzuca tutaj swój własny, wypierdolony styl. Jedynie Fly Jay, który jest utworem PRZEPIĘKNYM budzi jedno-znaczne skojarzenia co do powiązania z Dillą. Wyluzowany klimacik, wysoki poziom produkcji i cutów, brzmienie rodem z LA i „stonesthrowskich” majstersztyków. Druga część Remember Day czy wspomniane Fly Jay, sprawiają, że zaczynam żałować że to tylko 7”… Za krótkie, ogromny niedosyt, a chciałoby się więcej. Liczę tylko na to, że na jednym wosku się nie skończy. A Wy wpadajcie na 100206.com (odsłuch projektu na stronie) czy innego Sajdłana i zamawiajcie!

25 lutego 2010

Galus/Pokój Czarnych Płyt - 100206 - na siedmiu calach!

Ja dziś z (nie)małym newsem wpadam

Galus a/k/a Pokój Czarnych Płyt - beatmaker - przekot. Zapaleniec wosków, Sp12 i klasycznej XL'ki. W zeszłym roku jego beat tapem - Retro Lyrics zaopiekowało się Soulspazm Records. W tym roku na 4 rocznicę śmierci niezapomnianego Jay'a Dee sklepał razem z Dj'em Krugiem projekt "100206".


Oto co napisał Galus na swoim myspace...

Projekt 100206 ujrzy światło dzienne na płycie winylowej, ze względu na czas trwania tego materiału zostanie on wytłoczony na 7 calowym krążku. Aby jak najbardziej oddać klimat tej produkcji, masteringiem całości zajmie się Dave Cooley ze studia "elysianmasters" w Los Angeles, czyli człowiek odpowiedzialny za finalne brzmienie płyt Jaylib - Champion Sound, J Dilla - Donuts oraz większość produkcji związanych z niezależnym HipHopem instrumentalnym z zachodniego wybrzeza. Termin wypuszczenia projektu na winylu przewiduje na ostatnie dni marca/pierwsze dni kwietnia. Dokładną datę premiery podam niebawem....

Pozdrawiam

Ja się już jaram!
A projekt "100206" odsłuchacie na myspace Galusa. Przy "Fly Jay" odlecicie. Naprawdę!

25 stycznia 2010

Run-D.M.C. - Run-D.M.C.


Artysta: Run-D.M.C.
Tytuł: Run-D.M.C.
Format: Lp
Rok wydania: 1984
Wytwórnia: Profile Records
Gatunek: Old School Rap

Strona A
1 Hard Times
2 Rock Box
3 Jam-Master Jay
4 Hollis Crew (Krush-Groove 2)
5 Sucker M.C.'s (Krush-Groove 1)

Strona B
1 It's Like That
2 Wake Up
3 30 Days
4 Jay's Game



O Run-D.M.C. i ich wkładzie w rozwój całej kultury hiphopowej napisano naprawdę dużo. Dwóch MCs plus Dj, z zupełnie nową techniką nawijania puszcza pierwszy singiel w 1983 zwiastując długogrający album – „dwunastka” z „It’s Like That” i „Sucker MCs” narobiła sporo szumu na ulicach nie tylko Queens skąd owe Trio pochodzi. W roku 1984 wychodzi „pełnometrażowy” debiut self-title, płyta która stała się pieprzonym klasykiem po dziś dzień. Od razu w uszy „rzucają się” zamiłowania Darryla i Joe do gitarowych dźwięków, i na moje ucho „Rock Box” jest majstersztykiem, którym jaram się jak gówniarz nawet po tysiącach odsłuchów! O ile wspomniane „Rock Box” ma rozbudowaną sekwencję sampli, tak większość to „chłodne” i surowe brzmienie charakterystycznych drumsów z automatów perkusyjnych i krótkich ciętych „hitów” (producenci wiedzą ocb). Linia perkusji w „Hollis Crew” mnie rozpieprza (zresztą w tym kawałku jest sama perkusja), i te charakterystyczne „clapy”, podobnie sprawa ma się w „Sucker MCs”. Tu nie ma słabego jointa, no może z wyjątkiem „Wake Up”, które mnie drażni, brzmi mało „poważnie” – chyba przez te „cymbalsy” przeplatane z bębnami. „It’s Like That” – klasyczne old schoolwe gówno, które niszczy moje odsłuchy, zostało ładnie spieprzone w latach 90tych tym słynnym disco remixem, w ogóle nie umywającym się do oryginału, ale miało być klubowo więc jest. A na koniec płyty dostajemy chyba pierwszy zarejestrowany solo-kawałek Dj’a na płycie długogrającej - "Jay's Game". Paaanie jak ja się tym jarałem!! Tym trzeba się jarać, trzeba mieć zajawkę, bo już słyszałem parę głosów od młodszych słuchaczy, którzy napaleni opowiastkami o Old Schoolu i Run DMC trochę się przeliczyli. Co nie zmienia faktu że od tego albumu zaczęło się wiele karier i nie tylko Run-D.M.C. Klasyk w ch*j!



4 listopada 2009

Zeb.Roc.Ski - All City-Style Wars


Artysta: Zeb.Roc.Ski
Tytuł: All City-Style Wars
Format: 2x12", 33rpm
Wytwórnia: MZEE Records
Rok: 2000
Gatunek: old school breaks and beats

Strona A
01. Intro
02. All City (Maxi Verison)
03. Jon One Skit 1
04. All City (Instrumental)
05. Jon One Skit 2 0:28
06. All City (Bonus Beats)

Strona B
01. Quik Skit
02. Style Wars
03. Kase 2 Interlude
04. Style Wars (Instrumental)
05. It's All Destroyed

Strona C
01. First Train - Summer 73'
02. Never Stop
03. First Train - Summer 73' (Instrumental)
04. Never Stop (Instrumental)

Strona D
01. Seen Interview

Pierwszy był klip… Zobaczyłem go dawno temu na Vivie, miałem może z 14 – 15 lat. Leżałem po pachy uwalony we własnych odchodach. Dosadnie? Potęga!! Tytułowe „Style Wars” – Rozpierdol! Do genialnej muzyki genialny obraz, nie miałem pojęcia skąd to, co to, i węgle czemu, ale miałem mega ciarki na plecach. Potem zobaczyłem film. Coś pięknego. Kapitalnego. I w niedługo po obejrzeniu filmu w sieci znalazłem płytę Zeb.Roc.Ski – Style Wars.
Śmierdzi starą szkołą na kilometr. Kilka wyśmienitych brejków, mega biciki poprzerywane wstawkami i dialogami z filmu. A na koniec zajmujące całą stronę D interview z Seen’em, jedną z głównych postaci nowojorskiego graffiti, która wystąpiła w ów filmie, która maluje do dziś – to się nazywa pasja na całe życie. 1982 rok, New York City….
Muzyka jak i film – pozycja obowiązkowa dla każdego fana „prawdziwego gówna”.


10 czerwca 2009

Alex Band - Ajoka / Hello Herbie





Artysta: Alex Band
Tytuł: Ajoka / Hello Herbie
Format: singiel (7''), 45 RPM
Wytwórnia: Tonpress
Rok wydania: ?
Gatunek: Funk/Jazz-Funk

Strona A
Ajoka

Strona B
Hello Herbie

Kiedyś, kiedyś, kiedyś wybrałem się na diggin do mojego miejscowego komisu. Po poszukiwaniach w dużych skrzyniach (gdzie chyba mało znalazłem) przystąpiłem do penetracji pudełka po butach z "siódemkami". W oczy mi się rzucił singielek zespołu "Alex Band", i myśl - "kurdę, skąd kojarzę tą nazwę?... tak! To było na którymś z footprints’ów... czyli musi być dobre". I tak za złotówkę (!!) zakupiłem ów singiel. Ba! I nie myliłem się, w ogóle nie przypuszczałem, że w Polsce w dawnych PRL-owskich latach grało się tak świetną mieszankę funku i jazzu (znałem kilka rzeczy pokroju Big Band Katowice, ale było tego niewiele). Singiel mnie rozłożył (do dnia dzisiejszego dokopałem się już dwóch "pełnowymiarowych" LP Alex Bandu). Strona A i B, to świetny soczysty funk z nutą świetnej gitarowej i dętej improwizacji. Strona B pt. "Hello Herbie", każe myśleć, że utwór ten jest swego rodzaju hołdem dla legendarnego Herbiego Hancocka... nie wiem, nie doszukałem się tu tematów autorstwa Herbiego, tak czy inaczej - miazga! Tak po cichu powiem, że wrzuciłem specjalnie dla was na odsłuch, sprawdźcie niżej:



28 maja 2009

Krzysztof Zgraja - Polish Jazz vol. 64: Laokoon





Artysta: Krzysztof Zgraja
Tytuł: Laokoon (Polish Jazz vol. 64)
Format: LP (12''), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: Polskie Nagrania
Rok wydania: 1981
Gatunek: Jazz / Free Jazz

Strona A
1. Luz Blues
2. Alex Funky
3. La Concha
4. W Oczekiwaniu Na...

Strona B
1. Laokoon
2. Fin De Siecle

Na łamach bloga Polish Jazzu jeszcze nie było... trzeba nadrobić zaległości, o tak! Ponieważ seria Polish Jazz dziś przez wielu uznawana jest za legendarną! To tu swoje wielkie muzyczne kariery zaczynali Urbaniak (ogromny sukces w USA), Stańko, Makowicz, Namysłowski czy wreszcie Komeda. "Astigmatic" Komedy, piąta część serii PJ, jest chyba najbardziej znanym albumem spod szyldu Polish Jazz. Dziś jednak zajmiemy się kimś innym. Krzysztof Zgraja, utalentowany polski jazzman grający na flecie. Flet + jazzowy groove = dobry kawałek muzyki. Przemaglujemy więc "Laokoon" z 1981 roku - Polish Jazz vol. 64. Nie jest to pierwszy album Zgrai w tej słynnej serii. Wcześniej nagrał "Alter Ego" w duecie z kontrabasistą - Czesławem Gładkowskim (polecam sprawdzić co Gładkowski na tej płycie wyczynia z kontrabasem!). Po duecie przyszła kolej na solo. Na albumie znajdziemy typowe, klasyczne jazzowe tematy ("Luz Blues",) totalne free-improwizacje ("Laokoon"), wolne chillout'owe ballady ("Fin De Siecle" - mój ulubiony utwór z płyty... od chill’u narasta do przeeleganckiego melodyjnego temaciku) czy nawet miniaturę porządnego funku ("Alex Funky")! Flet, poparty saksofonem gościnnie występującego Zbigniewa Namysłowskiego w utworze "La Concha" jest NIESAMOWITY. Strasznie przyjemnie słucha się tej płyty, która jak wspomniałem jest bardzo zróżnicowana, przez co bardzo wciąga. Przyznam się nawet, że "zripowałem" sobie ten album do mp3, bym mógł go mieć w przenośnym odtwarzaczu pod ręką. Bardzo ciekawa pozycja, którą szczególnie poleciłbym tym którzy chcą wbić się w jazzową zajawkę, a nie wiedzą jak się za to zabrać. Album bardzo przystępny nawet dla jazzowego laika. Jak traficie gdzieś w komisie czy innym antykwariacie to bierzcie w ciemno. Płytę można dostać za dosłownie kilka złotych. Polecam!

No i dodam, że na tej płycie można wyłapać sample, które ciął m.in. Adaś Ostry. 5!

14 kwietnia 2009

James Brown - The Best Of





Wykonawca: James Brown
Tytuł: The Best Of
Format: LP (12''), 33 1/3 RPM
Rok wydania: 1976
Wytwórnia: Polydor
Gatunek: Funk

Strona A
1. People Get Up And Driver Your Funky Soul
2. Say It Loud, I'm Black And I'm Proud
3. All For One
4. I Loves You Porgy
5. Fever
6. I Am A Creedy Man

Strona B
1. I Got A Bag Of My Own
2. Soul Power
3. Please, Please, Please
4. I Got You (I Feel Good)
5. Hell
6. When The Saints Go Marching In

Miałem godzinne "okienko" w zajęciach, i 10 minut drogi do komisu z woskami, i parę złotych w portfelu, co robie? No idę... Po kilku minutowym "diggingu" wynalazłem "The Best Of James Brown"!! W komisie w którym od 2 lat kopałem między Trubadurami czy innym Tercetem Egzotycznym, taki egzemplarz był wydarzeniem, hehe... bo kocham funk, i ze wstydem muszę przyznać, że od Brown’a na wosku jeszcze nie miałem nic... więc teraz już mam. Jak tytuł mówi, mamy tu "The Best Of". "Say Loud, I’m Black And I’m Proud", "All For One" (petardaaa!!) czy wyje*ane "Soul Power" są wszystkim baaardzo dobrze znane. Fajnie mieć na jednej płycie kilka tych najsłynniejszych jointów. Choć akurat "I Got You (Feel Good)" już było "obsrane" na 100 różnych sposobów w przeróżnych filmach, reklamach, itp., co strasznie wpłynęło na niekorzyść dla klasyka. Ale cóż, marketing to marketing. Z tego co tak polukałem po okładce, to akurat ta płyta raczej była przeznaczona na rynek (jeszcze wtedy) czechosłowacki, więc fajnie, że znalazł się ktoś i przywędrowała ona do mnie. James Brown In Memory Of!



9 kwietnia 2009

KRS One - I Got Next





Wykonawca: KRS One
Tytuł: I Got Next
Format: 2LP (12''), 33 1/3 RPM
Rok wydania: 1997
Wytwórnia: Jive
Gatunek: Klasyczny Rap

Strona A
1. 1st Quarter - The Commentary (0:18)
2. 2nd Quarter - Free Throws (2:16)
3. The MC (3:05)
4. I Got Next - Neva Hadda Gun (4:11)
5. Heartbeat (3:07)

Strona B
1. Step Into A World (Rapture's Delight) (4:50)
2. A Friend (4:13)
3. H.I.P.H.O.P. (2:11)
4. Halftime (0:40)

Strona C
1. 3rd Quarter - The Commentary (0:17)
2. Klassicks (0:59)
3. Blowe (3:41)
4. Real Hip Hop - Part II (3:06)
5. Come To Da Party (2:10)
6. Can't Stop Won't Stop (3:59)

Strona D
1. Over Ya Head (2:17)
2. Just To Prove A Point (3:45)
3. 4th Quarter - Free Throws (1:46)
4. Step Into A World / Rapture's Delight (Remix) (6:03)

To dziś klasyczna petarda! Kto nie zna KRS'a? Kto nie zna "Step Into A World"? Kto nie zna "Heartbeat"? No właśnie... na talerz więc trafia dziś "I Got Next" Krisa z 97 roku. Odpalasz krążek... po dwóch wprowadzeniach następuje "The MC" i leżysz na plecach - jesteś pewien, że chcesz dalej słuchać? Potem mamy tytułowe "I Got Next" z tym wykurwionym cutem z Public’ów - "Neva Hadda Gun...!!!", yea! Czyżby za mało? No to żeby Cię dobić na koniec pierwszej strony wrzucili "Heartbeat" z Redman’em... ultra imprezowy klasyk!!

Kiedy już zmienisz stronę, twoje monitory rozwali od środka jeden z klasyków wśród klasyków. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych bitów na świecie! Nie ma lipy - "Step Into A World". Ej no przecież to i tak każdy zna, to co ja będę się rozdrabniał? Na uspokojenie twojej palpitacji następne jest "A Friend" - leciutkie, "chillowe" skrzypce i mega przyjemny basik... a potem? Typowo nowojorskie - "H.I.P.H.O.P.", za to kocham Hip Hop! Stronę zamyka "połówka" - "Halftime", czyli fragment koncertu KRS'a, na mega classic biciku.

Schowaj pierwsze LP do koperty, i wyciągnij drugie... strona C. Tutaj podobnie jak na stronie A, mamy wprowadzenie, a zaraz po nim "Klassicks", czyli mały mix z masą cutów. Następnie odpali Ci się Redman po raz drugi w "Blowe". Flow KRS One’a jednak jest mistrzowskie! "Real Hip-Hop Part II", czy trzeba pisać coś więcej do tego tytułu? "Come To Da Party" ma taki groove, że... że nie wiem co napisać! Stronę zamknie "Can't Stop, Won't Stop", na nieco monotonnym bicie, który przez blisko 4 minuty słuchania troszkę męczy... ale pętle to pętle, hehe...

Ostatnia strona... już?! "Over Ya Head" uwielbiam, bo jest oparte o mega jazzowy sampelek, wolne i z tą wolnostylową nawijką, ooo panie! A potem? Cały "chillowy" klimat ch*j strzelił, w "Just To Prove A Point". Wszystko oparte o niszczące gitary, tak jakbyś słuchał Korna... Stosunkowo za mocne jak na moje delikatne uszy, lecz trzeba to potraktować jako eksperyment, który mi akurat do gustu nie przypadł. Jako przedostatnie dostaniemy blisko 2 minutowe freestyle’owanie KRS'a, a płytkę zamknie zremixowana wersja "Step Into A World" z gościnnym udziałem kogo? Puff'a Daddy'iego. Skąd ja znam ten sampel? Aaa no... ten remix oparty jest o ten sam sampel, co "Soul Clap" Show'a i AG’iego.



4 kwietnia 2009

Common - Resurrection



Wykonawca: Common
Tytuł: Resurrection
Format: LP (12"), 33 1/3 RPM
Rok wydania: 1994
Wytwórnia: Relativity
Gatunek: Rap

Strona A
1. Resurrection (3:47)
2. I Used To Love H.E.R. (4:39)
3. Watermelon (2:39)
4. Book Of Life (5:06)
5. In My Own World (Check The Method) (3:32)
6. Another Wasted Nite With... (1:02)
7. Nuthin' To Do (5:20)

Strona B
1. Communism (2:16)
2. WMOE (0:24)
3. Thisisme (4:54)
4. Orange Pineapple Juice (3:28)
5. Chapter 13 (Rich Man Vs. Poor Man) (5:23)
6. Maintaining (3:49)
7. Sum Shit I Wrote (4:31)
8. Pop's Rap (3:22)

Wiem, że dla 3/4 słuchaczy Common to przede wszystkim "Be", zaś mi to tak średnio one wchodzi. Nawet "Electric Circus", gdzie Dee grubo maczał palce mi tak nie wchodzi. Z całej dyskografii najbardziej lubię stonowaną i "zczilowaną" "Resurrection" z '94 roku. Byłem zdziwiony, że taki klasyk był do kupienia w większości sklepów za niecałe 40zł, (dziś na DustyDiggers trzeba wyłożyć bodajże 79zł - kryzys? No chyba, że to 1st press, w co mocno wątpię).

W każdym bądź razie super produkcja. Za większość bitów odpowiada nieznany mi bliżej No I.D. Wiem tylko, że później wydał swoją solówkę, której nie słyszałem (a szkoda). A Common? Największych gentleman w rap-branży, swoim ciepłym flow prowadzi nas przez płytę, w nieco sennym klimacie, lecz przymiotnik "senny" nie będzie w tym wypadku negatywny. Nie każdy lubi mulące tracki, ale Ci co lubią się "poczillować" przy piwku, na pewno zostaną przy tej płycie. Płyta pod względem muzycznym utrzymana jest w bardzo klasycznej stylistyce. Posłuchaj "Book Of Life" to zaczaisz o co chodzi. Jazzowy sampel, gruba perkusja na reverbie - to jest to! Dopisać trzeba też, że większość płytki oskreczował kto? A no jeden z lepszych wyjadaczy adapterów, mianowicie Mista Sinista, tak tak, to ten ziomek z X-Ecutioners, a ich już przedstawiać nie trzeba.

Fakt, idzie teraz wiosna, więc tego typu płyty już nie będą miały takiego wzięcia jak np. w długie zimowe wieczory, na które nadają się IDEALNIE, lecz ja tak czy siak wracam co jakiś czas do tej płyty, ze szklanką zimnego Leszka.

A i taka ciekawostka, że jeszcze do tej płyty Common miał ksywkę "Common Sense", kiedy wyszło, że istnieje grupa o takiej samej nazwie, było już samo "Common". Na okładce pierwszego pressa widniało czerwone "Common Sense", na reedycjach było już tylko "Common".



7 marca 2009

Army Of The Pharaohs - Ritual Of Battle





Zespół: Army Of the Pharaohs
Tytuł: Ritual Of Battle
Format: 2LP (12"), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: Babygrande
Rok wydania: 2007
Gatunek: Rap

Strona A
1. Swords Drawn
2. Time To Rock
3. Dump The Clip
4. Black Christmas

Strona B
1. Blue Steel
2. Gun Ballad
3. Strike Back
4. Frontline

Strona C
1. Trough Blood By Thunder
2. Murda Murda
3. Bloody Tears
4. Seven

Strona D
1. Drama Theme
2. Pages In Blood
3. D & D
4. Don't Cry

To dzisiaj coś dla tych, co lubią silne jebnięcie po kolumnach. Drugi krążek pochodzących z Filadelfii - Army Of The Pharaohs. Ekipa silnie związana z ludźmi od Jedi Mind Tricks, którzy przecież są znani ze szczególnie "mocnych" produkcji, jakby żywcem samplowanych z Berlińskich Orkiestr Symfonicznych. Tej płycie wydanej w 2007 roku, tego typu klimat się mocno udzielił. Zapodajcie sobie na dobrym odsłuchu np. "Frontline", a żywi z pokoju nie wyjdziecie. Tooootalny rozpierdol! Bez grama przesady. To tylko przykład, ponieważ cała płyta wypełniona jest wyśmienitymi kawałkami, od funkowo-arfykańskiego uderzenia w "Dump The Clip", przez "Bloody Tears" po mega wyjebany "Seven". Shit! Ten kawałek jest miazgą! Kto nie zna, niech sprawdza. Włączasz ten joint na podkręconym potencjometrze od "głośności" i jesteś wbity w podłogę, tak że nogi masz już w suficie sąsiadów. Ciekawostką jest fakt, że ekipa AOTP liczy aż 13 członków (wymienionych na okładce, bo wcześniej pewnie przewinęło się jeszcze paru, chociażby słynna Bahamadia)! Do tego paru gości i mamy wypasioną mieszankę. Wspomnieć też trzeba o Ill Bill'u, który do tego krążka dorzucił swoje dwa wyśmienite podkłady ("Gun Ballad" i wspominany "Seven"). Kawał naprawdę dobrej produkcji, którą warto sprawdzić.




3 marca 2009

Run-D.M.C. - Raising Hell





Artysta: Run-D.M.C.
Tytuł: Raising Hell
Format: LP (12"), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: Profile Records
Rok wydania: 1986
Gatunek: Old School Rap

Strona A
1. Peter Piper (3:25)
2. It's Tricky (3:03)
3. My Adidas (2:47)
4. Walk This Way (5:11)
5. Is It Live (3:06)
6. Perfection (2:52)

Strona B
1. Hit It Run (3:10)
2. Raisin Hell (5:31)
3. You Be Illin (3:26)
4. Dumb Girl (3:31)
5. Son Of Byford (0:27)
6. Proud To Be Black (3:14)

Czy tą ekipę trzeba komuś przedstawiać? Mam nadzieje, że takich nie ma. Bezapelacyjnie pierwsza super-grupa rapowa w historii, tak czy nie? No proste, że tak. Chyba nic od chłopaków u nas wcześniej nie było, więc czas najwyższy. Może zaczniemy od środka dyskografii, ale co tam. "Raising Hell" z 86 roku to multi-platynowy staroszkolny klasyk. Jako pierwszy album w historii promowany klipem w MTV, czy muszę pisać jakim? Oczywiście legendarne "Walk This Way". To, że legendarne nie znaczy, że akurat mi się podoba, choć fakt - był to kamień milowy, ale ten akurat utwór z gościnnymi Aerosmithami nie bardzo mi się podobał od kiedy go pierwszy raz usłyszałem. Za to "Peter Piper" jest dla mnie (i pewnie nie tylko) old schoolową miazgą! Mega banger! Trzeci krążek Run'a, DMC i Jam Master Jay'a to nie tylko te dwa super kawałki. Ten krążek pełen jest hitów, od "It's Tricky", przez pierwszy kawałek o butach "My Adidas" po "You Be Illin". Dla każdego co ma zajawkę na starą szkołę to polecam. Hehe... ale czy w wypadku takich krążków trzeba je polecać? No i wspomnieć trzeba, że w paru kawałkach chłopaki wspomogli się żywymi instrumentami, co jak na tamte czasy było nowością, np. można usłyszeć Jasona Mizell'a a/k/a Jam Master Jay'a za perkusją czy klawiszami.

A właśnie, wpadłem na to, że muszę sobie sprawić na wiosnę teraz, takie białe Top Teny Adidasa jak chłopaki nosili.

I na koniec Rest In Peace dla zamordowanego w 2002 roku DJ'a grupy Jam Master Jay’a.




26 lutego 2009

Q-Tip - Amplified





Artysta: Q-Tip
Tytuł: Amplified
Format: 2LP (12"), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: Arista
Rok wydania: 1999
Gatunek: Rap, Abstract Hip Hop

Strona A
1. Wait Up
2. Higher
3. Breathe And Stop

Strona B
1. Moving With U
2. Let's Ride
3. Things U Do

Strona C
1. All In
2. Go Hard
3. Do It

Strona D
1. Vivrant Thing
2. N.T.
3. End Of Time
Hidden track - Do It, Be It, See It

Moja kochana kobieta, która wie, że kocham wszystko co związane z Dillą i ATCQ (lata treningu), sama wynalazła ten album na słynnym serwisie aukcyjnym i licytowała do upadłego. No i mam, i za tą ją kocham. Pierwsza solówka Tip’a, w większej mierze wyprodukowana przez Jaya Dee (bo dwa biciki dorzucił Dj Scratch z EPMD). W przypadku obu panów klimat nieco różni się w porównaniu do ich wcześniejszych produkcji, chociażby do macierzystego A Tribe Called Quest i The Ummah. Abstract Hip Hop?? Można to tak nazwać, chyba... Płytka będzie raczej bujać niż "czillować", jak to bywało dawniej, lecz tutaj wypada to na plus. Mówią, że Q-Tip od czasów trzeciego longplaya ATCQ – "Midnight Marauders" zmienił swoje flow i już taki fajny nie był - NIEPRAWDA!. Może i trochę się zmienił (progres?), ale brzmi nadal bardzo OK. Gości za wiele na krążku nie uświadczymy, ale przecież Tip nie musiał promować albumu zajebistymi gośćmi - klasa sama w sobie. Mamy dobrego zioma Buste i... i zaskoczenie - Korn!! No i zrobiło się ciężko. Mimo tego, że raczej nie jestem fanem ciężkiego brzmienia, bo jak gitary to chyba tylko w Run-D.M.C., tak tutaj ten eksperyment wypada bardzo ciekawie i pozytywnie. Po tym utworze mamy tzw. hidden track (ukryt joint), co raczej rzadko jest spotykane w przypadku wosków, a utwór ten to "Do It, Be It, See It". Mój faworyt z krążka to "Let's Ride", konkretny track, do którego mamy klip. Kawałek najbardziej z tej płyty zaciąga pod brzmienie "trajbów". Dosyć tych porównań! Tip wyszedł z tym album nieco z innej strony, co zrobiło na plus i pokazał swoją indywidualność, i że jest naprawdę oryginalnym artystą, koniec i kropka!

Jak traficie ten album, to nie czajcie się. Każdy Dillo-(psycho)fan i ATCQ-fan ten wosk powinien mieć lub przynajmniej znać. No i wspomnijmy sobie, że Tip powrócił pod koniec '08 roku z zajebistym krążkiem, który jak wpadnie trochę $ trzeba również zakupić...




10 lutego 2009

J Dilla - The Shining Instrumentals





Artysta: J Dilla a/k/a Jay Dee a/k/a Dilla Dawg a/k/a Jay Deezee
Tytuł: The Shining
Format: 2 LP (12''), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: BBE Records
Rok wydania: 2006
Gatunek: Rap, Instrumental

Strona A
1. Geek Down
2. E=MC2
3. Love Jones

Strona B
1. Love
2. Baby
3. So Far To Go

Strona C
1. Jungle Love
2. Over The Breaks
3. Body Movin'

Strona D
1. Dime Piece
2. Love Movin'
3. Won't Do

Dziś 10 Lutego, przypada trzecia rocznica śmierci genialnego producenta Jaya Dee a/k/a J Dilli. Czas leci, ale pamięć nie słabnie. Do tego, że jestem maniakiem Dilli już jakiś czas temu się przyznałem, przy okazji pisania o "Ruff Drafcie". Skupuje wszystko na wosku, co z gościem związane. Dziś spędzam dzień z dyskografią Dee na kolumnach, a bliżej "spenetrujemy" sobie "The Shining". Pamiętam, że gdy pierwszy raz odsłuchiwałem tą płytę i usłyszałem na początku drącego pysk Buste (z całym szacunkiem Bus), coś mi nie pasowało... No i o to tym sposobem posiadam krążek wersji... instrumentalnej. Kocham bity Dilli, ale tej płyty w wersji "czerwonej" (z wokalami), po prostu nie trawię. Jak wiemy Dilla płyty nie skończył przed śmiercią, prace stanęły na 70%. I nie do końca wiem, czy aby na pewno tak miał wyglądać efekt końcowy w pomysłach Dilli gdy jeszcze żył, ale nieważne. Goście jak goście, mało który mi się podoba (co nie znaczy, że nie lubię Commona czy Madliba, wręcz przeciwnie), lecz najważniejsze są podkłady. Gdy cena albumu z 5 paczek spadała do 3 i pół album w dwa dni był mój ("nieświadomka fristajl").

Otwieramy full wypas rozkładaną okładeczkę, wyjmujemy pierwsze LP. "Geek Down", otwierający płytę nie widzi mi się aż tak bardzo, lecz następny "E=Mc2", z tym wsamplowanym śpiewem jest świetny! Tak samo jak "Love Jones" (na albumie w wersji krótkiej, niestety)! A shit! Dilla na żywo tu poleciał na klawiszach Rhodesa, wspomagany trąbką (D. Winslor) i perkusją (K. Riggins - współpracował między innymi z Madlibem). Ten kawałek jest coverem utworu (tytułu nie znam), który m.in. samplował nasz O.S.T.R. w utworze "Brzydki, Zły I Szczery" ("Hollyłódź"). Kawałek fajnego gówna.

Strona B rozpoczyna się od "Love", pocięte skrzypce, wsamplowany śpiew w głównej części utworu. Produkcja na podobę tych z "Donuts". Ten sam styl produkcji, to tak jakby ten kawałek powstawał z myślą właśnie o "pączkach", i został nieco rozwinięty. Następny "Baby", daje te same skojarzenia. Do tego nieco słodki klimat zapanował, ale taki właśnie był Dilla. O! I ten kawałek jest naprawdę zajebisty! "So Far To Go". Lekka gitara w tle, a przed nią puszczony od tyłu przyjemny sampel, fajnie kojarzy mi się ten kawałek, ale co tam, to nie pamiętnik. No dodać trzeba, że ten numer faktycznie można usłyszeć na "Donuts", w nieco zmodyfikowanej wersji. Pierwsze LP do koperty.

Strona C, "Jungle Love" uh... Miażdżący kick, w ogóle bębny to tutaj miazga, a kiedy wchodzi bass to już ogień! Masa cykaczy w tle, może ten kawałek jest nieco montonnny, ale upasiony-dosłownie. "Over The Breaks", czyli kolejny mój faworyt, choć stylistyką mi za bardzo Dilli nie przypomina, ale co tam! Linia perkusji? Kocham! Co się będę hamować - ROZPIERDOL (konstruktywnie, heh). "Body Movin'", za to, nie podpasowuje mi za bardzo, niby fajny bas, fajnie tu i tam, ale całość jakoś na nie.

Zmiana "sajdu" na D. Mega klimatyczne, "wajbsowe", "czillowe" - "Dime Piece". Numer rodem z "Welcome 2 Detroit". Cała płyta taka mogła by być, tak, za to kocham Dille! Kawałek się tak fajnie, wolno "rozwija". Perełka! "Love Movin'", heh... zupełnie inny klimat niż utwór poprzedni, masa marakasów, cykaczy i tamburyn plus prosty bas, tak banalne i proste, ale coś w sobie chyba ma. Lecz ma się nijak do numeru następnego, który w wersji z wokalem jest też rewelacją! Dilla nie mógł lepiej się pożegnać - "Won't Do". Przepiękny utwór. Można się tu tylko zachwycać.

Ogólnie się jaram, że mam ten album w końcu na półce, teraz jeszcze Jayliba na wosku i "winylowy raj"... hehe.
Na zawsze w pamięci i na kolumnach!

J Dilla Rest In Peace!
In Memory Of!



7 lutego 2009

Mobb Deep - Survival Of The Fittest





Zespół: Mobb Deep
Tytuł: Survival Of The Fittest
Format: singiel (12''), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: Loud Records
Rok wydania: 1995
Gatunek: Klasyczny Rap

Strona A
Survival Of The Fittest (Lp Version)
Survival Of The Fittest (Remix)

Strona B
Survival Of The Fittest (Remix Extended)
Survival Of The Fittest (Remix Instrumental)
Survival Of The Fittest (Acapella)

W takim razie za jednym pociągnięciem, zostajemy przy roku 95. A działo się wtedy, oj działo. Kiedy miałem 15 lat i słyszałem ten joint to bez kitu miałem ciary na plecach! Zero przesady! Nie, jednak chyba wtedy nawet nie miałem lat 15-stu, bo na piętnaste urodziny ten singiel dopiero dostałem, i był to mój pierwszy rapowy winyl. "Survival Of The Fittest"! Kochałem pierwsze trzy albumy Mobbów. A mieć coś od nich na winylu, to dosyć unikatowe marzenie jak na 15-sto latka, ale tak właśnie było. Ale się jarałem!! Dobra dosyć tych "reminesów" (props CL i Pete, hehe). Dziś Mobby zarabiają u Curtisa (50 Cent dla niezczajonych), ale Panowie z Queensbridge kawałek klasyki nagrali i trzeba im za to piątkę przybić. A singiel jak singiel, mega prosty sampel i niszczy, a pierwsze słowa Prodigy’iego zna chyba każdy, co nie? Można się zawieść jedynie na trackliście owego singla, zamiast klasycznego zestawienia oryginał/ instru/ acapella, dostajemy oryginał/ remix/ długi remix/ instru remix/ acapella. I co z tego jak jeden remix nie różni się niczym od drugiego, prócz długości (extended jest minutę dłuższy), do tego dochodzi to, że remix jest słaby, wolałbym instru oryginału, to by było coś. Mam mega sentyment do tego singla i do tego utworu, więc się ogólnie wewnętrznie jaram faktem, że go posiadam, bo z tego co obczajam to teraz trudno go dostać.

O Fuck! Sprawdziłem na hhv.de i jest do trafienia za... 24 Euro... a z tego co wiem, był kupowany za 35zł, czyli fajnie się czuje, hehe. I dodać trzeba, że puszczona została wersja "promo" tego singla, gdzie znalazł się ten instrumental, który tak chciałem, która teraz kosztuje mniej więcej tyle co wersja moja.

6 lutego 2009

Chef Raekwon - Only Built 4 Cuban Linx





Artysta: Raekwon (Guest starring Tony Starks [Ghost Face Killer])
Tytuł: Only Built 4 Cuban Linx
Format: 2LP (12''), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: Loud
Rok wydania: 1995
Gatunek: Klasyczny Rap

Strona A
1. Striving For Perfection (1:43)
2. Knuckleheadz (4:05)
3. Knowledge God (4:27)
4. Criminology (3:49)
5. Incarcerated Scarfaces (4:30)

Strona B
1. Rainy Dayz (5:17)
2. Guillotine (Swordz) (4:21)
3. Can It Be All So Simple (Remix) (4:10)

Strona C
1. Shark Niggas (Biters) (1:39)
2. Ice Water (4:02)
3. Glaciers Of Ice (4:54)
4. Verbal Intercourse (4:07)
5. Wisdom Body (2:34)

Strona D
1. Spot Rusherz (3:51)
2. Ice Cream (4:16)
3. Wu-Gambinos (5:09)
4. Heaven & Hell (4:57)

Okej, nie będę ściemniać, z pierwszych solówek jakie ukazały się po pierwszym Wu-Tangu, to właśnie "Only Built" wg mnie jest najlepszą, mimo tego, że "Liquid Swords" - Geniusa zamiata, "Tical" Metha też jest klasykiem, to właśnie Raek zjada to wszystko. Jego wcale nie chudy ziombel Ghost, od tego albumu znany również jako Tony Starks (Ironman) idealnie go uzupełnia. Album, przez niektórych uznawany za album wszech czasów, zaraz po "Paid In Full" - Erica. B i Rakima. Ja jednak wole klimaty bliższe Raekwona.
Na swoim pierwszym LP, dał sporo dobrego gówna. Nie ma co się rozwodzić, czy to dobre produkcje, czy gruby Raek tutaj jest dobry czy nie, bo każdy to słyszał i wie, że był dobry! Płyta na pierwszy odsłuch od razu ujawnia nam, że mamy do czynienia z Wu. Charakterystyczne bity RZA, dużo featów i... no właśnie, i coś, co większość pierwszych płyt Wu również posiadało, a mianowicie przeogromna ilość mega-wkurwiających skitów, gadek, klnięcia i darcia mordy. To raczej wybija z rytmu, ale przy takiej produkcji i przy takich perłach to jednak traci znaczenie.
Petarda - "Criminology", gdzie Ghost ze swoją nawijką to bomba atomowa. Fajny popis swojego flow również daje Inspectah Deck (Rollie Fingers) w "Guillotine", perfekcyjnie rapując swoją zwrotkę. Nie... bez kitu, jeśli chodzi o styl nawijki i flow to Ghost, Raek i Inspectah Deck są przodownikami w całym Wu (tak na moje ucho). Tak słucham "Rainy Daiz", i ta wyjąca babka do złudzenia przypomina mi Christine Aguilere, ale olać to. Bomb na tej płycie mamy więcej, singlowe "Icarcerated Scarfaces" i "Ice Cream" są świetne, tak jak świetny jest klip do "Ice Cream'a", uh! A, no i musze wymienić mojego faworyta, niszczącego jak TNT - "Wu Gambinos"... Fuck Fuck Fuck! Od tego momentu Meth to Johnny Blaze, RZA to Bobby Steels, a Masta Killa to Noodles. No mieli chłopaki zajawkę na ksywki po prostu. Zajebistość tego krążka jest niepodważalna, choć ja z niego bym wyjebał remix "Can It Be All So Simple". Utwór ten w oryginale jest małym cudkiem, zaś remix panom już tak fajnie nie wypadł, i wydaje się być tylko słabym odgrzaniem dobrego kotleta, ale co tam... jedna mała bzdura.
Kolejna płytka do skrzynki pod tytułem "musisz znać", nie ma bata! Z tego co obczaiłem, na słynnym serwisie aukcyjnym, jest do pyknięcia za około 40zł, czyli mało jak za klasyk, ale jeden myk jest taki, że w tej cenie kolorowego "slejva" jak mój, nie będziecie mieć, hehe. Widziałem ten album, i czaiłem się czy go nie kupić, w tym głupim, czarnym kartonie, ale jak ktoś wystawił "full kolor", to już wiedziałem na co czekam. Taka moja okładkowa fobia... dlatego do dziś nie mam na wosku "The Infamous" Mobbów... bo co z tego, że stoi za 4 paczki, ale jest w czarnym kartonie! Kolor musi być!

A tak w ogóle to już od dłuuuugiego czasu chodzą ploty o drugiej części "Only Built 4 Cuban Linx", ale ja nie wiem co z tego wyjdzie... oby nie zawód.

3 lutego 2009

The Roots - Illadelph Halflife





Zespół: The Roots
Tytuł: Illadelph Halflife
Format: 2LP (12''), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: Geffen Records Inc
Rok wydania: 1996
Gatunek: Klasyczny Rap, Jazz Rap

Strona A (Side 5)
1. Intro (0:34)
2. Respond / React (5:07)
3. Section (4:08)
4. Panic!!!!!! (1:24)
5. It Just Don't Stop (4:33)
6. Episodes (5:56)

Strona B (Side 6)
1. Push Up Ya Lighter (4:36)
2. What They Do (5:57)
3. ? Vs. Scratch (The Token DJ Cut) (1:47)
4. Concerto Of The Desperado (3:38)

Strona C (Side 7)
1. Clones (4:45)
2. UNIverse At War (4:55)
3. No Alibi (5:11)
4. Dave vs. US (0:50)
5. No Great Pretender (4:25)

Strona D (Side 8)
1. The Hypnotic (5:19)
2. Ital (The Universal Side) (4:53)
3. One Shine (5:40)
4. The Adventures In Wonderland (4:34)
5. Outro (0:15)

Opcja jest taka: drugi oficjalny krążek legendy. Zaznaczam, że oficjalny, bo nie liczymy tu nielegala pt. "Organix" z 93 roku. Chłopaki z Filadelfii w 94' roku płytą "Do You Want More???!!??!" zadebiutowali i wyskoczyli na głębokie wody z żywymi instrumentami, lecz słuchacze w tamtym okresie pragnęli ciężkich, wschodnich true-shitów pokroju "Illmatica". Tak więc eleganccy panowie ze swoimi żywymi perkusjami i klawiszami nie zostali zbyt ciepło i chętnie przyjęci. Jak nie tak to inaczej... poszli więc na malutki kompromis i w roku 96' puścili w obieg petardę! Zachowali swój styl, i żywe instrumenty, dokładając do poprzednich dokonań parę brudnych sampli, trochę mroku i dorzucili parę poważnych i niebanalnych tekstów... tym o to sposobem mamy "Illadelph Halflife". Kawałek prawdziwego gówna... co ja będę się spinał, że to takie, srakie i owakie, wszyscy wiemy że to klasyczna miazga! Panowie mocno się przeobrazili... Na okładce poprzedniego krążka widzimy eleganckich panów, w skórzanych płaszczykach i stylowych beretach, zaś na "Illadelph" mamy szóstkę typa, w jakimś ciemnym winklu, w szerokich jeansach i miodowych Timberlandach (taaa, o tych co Eldo rapował). Płyta zaliczana do grupy "musisz znać". Ogólnie w Rootsach zawsze jarało mnie to, że oni to wszystko grają sami, i ich w 100% można nazwać prawdziwymi muzykami, ale dosyć wywodów. Złota Era na kolumnach, mrok, trochę
"czillu", trochę "wajbu", trochę bit boxu w wykonaniu mastera Rahzela... czego chcieć więcej?? A no więcej jeszcze jest, mianowicie znalazło się paru fajnych artystów na "feacie" m.in. Q-Tip (ATCQ), super wokal Cassandry Wilson, kolejny wokal D'Angelo czy świetna lejdi Bahamadia. Aaa, bym zapomniał... niektórzy, niezgłębieni w klimacie mogą kminić czemu w trackliście przy 'stronach' widnieją nawiasy (side 5, side 6 itd), otóż Panowie postanowili, nie rozgraniczać swoich albumów tylko numerować strony od pierwszego albumu, kontynuując na następnych... na "Do You Want More???!!??!", mamy strony od 1-4, tutaj mamy od 5 do 8, i na następnych krążkach leci to dalej... ot taka pierdoła.

21 stycznia 2009

LL Cool J - Radio





Artysta:
L.L. Cool J
Tytuł: Radio
Format: LP (12"), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: Def Jam Recordings
Rok wydania: 1985
Gatunek: Old School Rap

Strona A
1. I Can't Live Without My Radio
2. You Can't Dance
3. Dear Yvette
4. I Can Give You More
5. Dangerous
+ nieuwzględniona na trackliście płyty acapella - El Shabazz

Strona B
1. Rock The Bells
2. I Need A Beat (Remix, prod. Jazzy Jay)
3. That's A Lie
4. You'll Rock
5. I Want You

Kto nie zna LL Cool J'a? Kto nie zna jego kawałka "Rock The Bells"? No pytam się? Old schoolowy klasyk! Nieraz można go było usłyszeć w przeróżnych DJ’skich rutynach, bo to ulubiony "jointcik" chłopaków z X-Ecutioners. Tak więc, wygrzebmy z naszej "głębokiej skrzyni", album LL'a - "The Radio" z 85 roku, ponieważ to właśnie z tego krążka pochodzi ów słynny singielek. Po przesłuchaniu, pierwszym skojarzeniem będzie "totalny old school" i "Run DMC". No, ale jak się uczy od mistrzów to i pewne elementy ich stylu wsiąkają. Album jest, bym to nazwał nieco surowy. Głównym szkieletem produkcji są przewypasione bębny, pouzupełniane tylko gdzie nie gdzie charakterystycznymi "hitami", tak, tak... takimi jak w "It's Like That" czy "Sucker MC's" wcześniej wspominanych Darylla And Joe’a. A LL Cool J na mikrofonie po prostu zamiata, flow i tekstami, dorzucając do tego surowe i mocne podkłady, mamy proste kawałeczki, ale strasznie "rajcujące", zajawkowe. LL rapuje, "że nie może żyć bez swojego radia", a mając takie utwory jak z jego płyty na swoim radiu, to i ja mógłbym zarapować to samo. A i trzeba dodać, że ten kawałek znalazł się na soundtracku do kultowego Krush Groove (filmie o historii Run DMC i Def Jamu). Zresztą to nie jedyny filmowy akcent LL Cool J'a, który w późniejszych latach poważniej zajął się aktorstwem.

Płyta świetna do piwa z kumplami, ale przede wszystkim będzie perełką dla B-Boyów i B-Girls (tak, tak - laski też tańczą).

Dodać trzeba, że raczkujący dopiero wtedy Def Jam postarał się, bo płyta jest fajnie i przyjemnie wydana, full color cover plus wkładka z fotkami i mini recenzją pana "Fresh: Hip Hop Don't Stop" (zawsze chciałem mieć taką ksywkę).



12 stycznia 2009

VA - Jazzrockova Dilna (Jazzrock Workshop)





Artysta: VA
Tytuł: Jazzrockowa Dilna (Jazz Workshop)
Format: 12", 33 1/3 RPM
Wytwórnia: Panton
Rok wydania: 1975
Gatunek: Jazz

Strona A
1. Sly
2. Crystal Silence
3. Chasablanca

Strona B
1. Wondering Of A Living
2. Water Pool
3. Witness To The World

Podczas jednego z licznych wypadów do miejscowego komisu razem, z mieszkającym pode mną DJ’em OWT, wyszperałem jak mi się wydawało ciekawą rzecz. Mogłem się sugerować jedynie okładką i tytułami, więc właściwie wybór był w ciemno. Też tak mieliście nie raz, a jak! Cała przyjemność kosztowała zaledwie 10zł, więc do stracenia raczej nie wiele.

Przyszedł czas na odsłuch... Uhhh, zaskoczenie... ale najpierw sprawy "techniczne", ten krążek to "various artists", nagrany na żywo podczas Jazzowych Dni w Pradze 1975 (Ziva nahravka z Prazskych jazzovych dnu), wszystko jasne. Liczni artyści zza naszej południowej granicy podejmują tematy takich sław jak ostatnio wspominany Herbie Hancock czy Chick Corea, lecz prócz tego nie zabrakło ich własnych autorskich utworów.

A mamy ich 6.... Spokojnie toczące się Moogi i pianina elektryczne (Rhodesy), wyśmienite solówki na perkusjach (uh!), elektryczne trąbki (!), a całość jak na "Jazzrock Workshop" przystało dopełniona jest delikatnymi, elektrycznymi gitarami. Można się z "czilować", bo momentami jest spokojnie, ale można też odlecieć przy szalonych improwizacjach. Płyta dla tych co "uczą" się dopiero słuchać jazzu... ponieważ wydaje się być bardziej przystępna dla przeciętnego słuchacza, ale to nie znaczy, że z kolei aż tak bardzo łatwa.

Tak jak wspominałem płytę kupowałem w ciemno, więc po powrocie i odsłuchu, w wielkiej bazie informacji jaką jest Internet, chciałem odnaleźć jakieś info. Zamiast tego dotarłem na eBay, gdzie ów krążek stał za... 80 euro!! Hmm, dziwna sprawa.... Kiedy mam dość nowojorskich bębnów, to kładę to na talerz... będzie okazja, to polecam, lecz nie za 80 euro.

4 stycznia 2009

Herbie Hancock - Future Shock





Artysta: Herbie Hancock
Tytuł: Future Shock
Format: LP (12"), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: Columbia/CBS
Rok wydania: 1983
Gatunek: Future Jazz, Electro

Strona A
Rock It
Future Shock
TFS

Strona B
Earth Beat
Autodrive
Rough

Herbie Hancock - jeden z najbardziej utalentowanych jazzowych klawiszowców w historii. Grywał z takimi tuzami jak Miles Davis, Ron Carter czy Donald Byrd. Pokolenie trochę młodszych głów, może to nazwisko jednak kojarzyć z czymś innym. Zapytajcie np. DJ’a Qbert’a, Mix Master Mike'a czy Cut Chemista co ich zainspirowało do rozpoczęcia swojej przygody z turntablismem i skreczowaniem. Odpowiedź będzie prosta - Herbie Hanckock – "Rock It". Tak, Herbie w '83 roku nagrał album "Future Shock", określany mianem future jazzu i electro. Do współpracy zatrudnił min. DJ'a - Grand Mixera D.ST. Singlowy utwór z tej płyty, wcześniej wspominany – "Rock It", ze skreczami D.ST, i klawiszami Hancocka stał się hitem MTV, a jeśli dobrze pamiętam to nawet dostali nagrodę GRAMMY za ten kawałek. Było to pierwsze "komercyjne użycie" DJ’a.

Podobnie jak singiel, album jest przepełniony typowym dla lat 80-tych syntezatorowym brzmieniem starych Yamah, Moog’ów i automatów perkusyjnych. Dziś byśmy to nazwali "typowym old schoolem". Sześć utworów, nieco rozwleczonych, o często powtarzających się sekwencjach, dopełnionych skreczowanymi "smaczkami". Każdy fan skreczowania i turntablismu powinien ten album mieć, lub przynajmniej singlowego "Rock It", bo to właściwie kawałek legenda (w wersji albumowej jest dużo dłuższy niż na singlu).

2 stycznia 2009

Showbiz & AG - Runaway Slave





Zespół: Showbiz & AG
Tytuł: Runaway Slave
Format: 2xLP (12"), 33 1/3 RPM
Wytwórnia: Payday
Rok wydania: 1992
Gatunek: Klasyczny Rap

Strona A
Still Diggin'
Fat Pockets
Bounce Ta This
More Tha One Way Out Of The Ghetto

Strona B
Runaway Slave
Hard To Kill
He Say, She Say

Strona C
40 Acres And My Props
Hold Ya Head
Represent

Strona D
Silence Of The Lambs
Soul Clap
Catchin' Wreck

Łukasz dziś do mnie pisał, że dawno nic nie pisałem na blogu. Zasłaniałem się tym, że nie mam aparatu, by coś nowego dodać, ale wygrzebałem na dysku fotkę "Runaway Slave", więc szybko odpaliłem gramofon, i pomyślałem, że coś skrobnę. Z góry sorry, że tak dużo, heh.

Hasło "Diggin In The Crates" na kartach historii hip-hopu wpisało się na długie wieki. I na pewno większość z Was kojarzy ekipę z Nowego Jorku o nazwie D.I.T.C., której rozwinięciem jest owe hasło. Taaaa, to właśnie z tej ekipy wywodzi się "best producer on the mic" – Diamond D, gruby Fat Joe, Lord Finesse, OC, freestyle’owy Big L (RIP), Buckwild czy wreszcie słynny duet Showbiz & AG. Tak, tak... "bo rap to nie showbiz, chyba że ten z AG w duecie”, jak to Eldo dawał. Więc dziś połóżmy na adapter ich pierwszy Long Play. Tuż przed "elpekiem" puszczona została Epka "Soul Clap", świetnie przyjęta przez środowisko, więc finałem był "Runaway Slave" wydany w 1992 roku nakładem Payday Records.

Dla mnie ten krążek jest granicą między funkiem, a jazzem w rapie. Poprzednie płyty członka DITC, Lorda Finessa – "Funky Technician" i "Return Of The Funky Man" były mocno funkowe, zaś tu mamy jazz. Płytę otwiera "Still Diggin’", wariujący saksofon, chodzący basik, dobre bębny... tak! To wyznacza dziś klasyczny standard. Następnie mamy utwór "Fat Pockets", gruby tłusty joint. W wersji "radiowej" się nieco różnił, ale jak pamiętam to klip był meeega! Wchodzi "Bounce Ta This", i ten chórem zarapowany refren, w tle świetny bas... ohh yeah! I nastaje ostatni joint ze strony A, a zarazem mój faworyt z całej płyty. Kocham ten wałek - "More Than One Way Out Of The Getto". Wchodzi saksofon z tą nieziemską trąbką, gdy dołączają się bębny to mam ciarki na plecach, wbija się AG i odlot... klasyk, klasyków. Przy tym "Illmatic" to dla mnie druga liga, i wiem co mówię...

Stronę B otwiera tytułowe "Runaway Slave", później wykrzyczane "Hard To Kill" ze świetnym samplem i gościną zwrotką Diamonda D. A zaraz potem mamy miażdżący bas z tzw. "powerem", czyli "He Say, She Say". Jaaaaaa... ten kawałek musiał być bombą na koncertach! Koniec strony B.

Kładziemy na patefon drugą część płyty. Strona C zaczyna się przeciętnym "40 Acres And My Props". Zaraz potem "Hold Ya Head" wrzuca nam na odsłuch klasyczny bicik. Czy może być lepiej? Showbiz zamiata na całej linii. Kończąc stronę C wbija się na głośnik "Represent" z Lordem Finessem, Deshawnem i młodziutkim Big L’em, który wbija zwrotkę jako pierwszy i zmiata z powierzchni Ameryki pół Nowego Jorku. Jego flow już w 92 roku było miazgą! Po prostu kocham tego typka (choć gejem nie jestem)!

Czas na stronę D... "Silence Of The Lambs", słucham tej płyty i dochodzę do wniosku, że bardziej klasycznie i lepiej być nie może. Kawałek za kawałkiem to rapowe perełki i również tak jest, i tym razem. Bass napiżdża, snare niszczy, a AG zamiata towarzystwo. Coś jeszcze? Skrócona wersja "Soul Clap", z gościnnym Diamondem, to dla mnie jednak taki jakiś średniak. Czas nastał na ostatni "Catchin’ Weck". Pocięty flecik, spokojny klimacik, zamykają płytę.

Płyta, która rozpoczęła wg mnie prawdziwą jazdę na jazz, choć w sumie ATCQ byli wcześniej, ale na tej płycie czuć to przejście. Kończy się era funku w rapowych produkcjach pokroju pierwszych Rakimów czy Ultramagnetic MC’s. Rozpoczął się pakt z jazzem.