Co? Na zdjęciu jest jedynie dziewięć pozycji? To dlatego, że nie dostałem jeszcze 'How I Got Over' oraz 'Nineteen Ninety Now'. A, że nie mogę wstawić obu, to wybieram ponownie "My Beautiful Dark Twisted Fantasy', bo mam dwie kopie. Tak, ten album jest aż tak dobry. Przy pierwszych odsłuchach byłem zły na Kanyego i jego narastającą złość, stał się turbo bezczelny i chamski, wolałem go w przebraniu niedźwiedzia no homo z "College Dropout', ładne życie i te sprawy. Dzisiaj ma moc by zrobić twoje życie ekscytującym, no cóż, też bym tak chciał i ty też byś tak chciał. Na dzisiaj mój numer jeden roku 2010, 2011 i 2017.
Lubię tabelki ale tych albumów nie będę układał w ranking, wyrządziłbym krzywdę autorom. Każdy z tych albumów miał swój czas. W styczniu pokochałem 'In Search Of Stoney Jackson', gdzie Madlib do spółki z szaleńcami z Strong Arm Steady zapewnili mi moc piekielnej rozrywki w te zimowe niekończące się dojazdy do roboe. Zimna, zimowa płyta wprost z orbit Saturna. 'Medicine Show No.1' to dla mnie póki co najlepsza płyta Guilty Simpsona ale to dlatego, że znałem większość tekstów i na nowo przyswajać musiałem tylko chore podkłady Madliba, te interpretacje są dla mnie cenniejsze pod każdym względem. Nottza to pamiętam z 'Please Don't Go' Terma, gdzie popełnił najlepszy bit kiedykolwiek zrobiony, jeśli by włączyć ten numer teraz. Nie chce mi się o tym pisać więc wkleję jakiś cytat z forum ślizgu:
nie wiem co ja sobie myślałem sprawdzając to dopiero jakiś tydzień temu. już sama joy denalane, którą kocham powinna mi nakazać. 'blast that' - geniusz. w głowie mam jedynie 'liquid swords', jeśli chodzi o melodyjki, których nie zapomnę nigdy. dalej lećmy, żeby daleko nie szukać 'fair warning' to samo. więcej nie piszę, osłuchuję się ale jestem na łopatkach, co zrobił za podkłady nottz a wiedziałem, że jest najlepszy bo przecież słyszałem 'please don't go' czy jak to tam terma, które to jest najlepszym bitem jaki w życiu wtedy słyszałem. muzyczny mount everest tego roku, wymieniają się chorągiewkami z black milkiem wybornie. gościnne występy na plus, royce i snoop w jednym numerze, unbelievable.. joy, joy denalane, jak długo jeszcze. mayer się wpasował w sampel też elegancko, bilal. KARDINAL na jednym tracku z phonte. śmieszny ten kawałek 'a dream come true'. ej nottz niby średniawka raper ale zjada nawet reno :> niby kilka razy przesłuchałem dopiero bo zatrzymuję się na 'blast that' i nie idę dalej tylko w kółko ale jest bardzo dobrze, za dobrze.
I jeszcze jeden:
black milk zaprojektował muzycznego robota, ogromnego molocha który niszczy aranżacjami wielkie metropolie, bębny wybijają szyby z okien stupiętrowców, sample rozpierdalają autostrady a ludzie składają mu ofiary z dzieci, tak to brzmi, do tego jest najlepszym raperem, chociaż jak opowiada o tym, że proof zginął to brakuje mu w tym gracji eminema, flow jest ciągle jedno, świetne ale jedno no i dlatego nie potrafi przekazać uczuć dobitnie, co z tego jednak skoro ten daru jones zniszczył i jak ktoś z was pisze, że to już wszystko było to włos mi się jeży na głowie, jeszcze ten tytuł dla zmyłki i nie dla zmyłki, stawiam stówę, że black milk zostaje od teraz ulubionym producentem waszych ulubionych producentów, magia
najlepsze jest to, że słyszę west coast i rock na jednej stronie winyla, gdzie jest 'gospel psychodelic rock' i NIE JEST TO TEN NUMER, pomóżcie na czyją melodię jest piszczała w 'warning (keep bouncing)' bo męczy mnie to
Nadal nie kojarzę skąd ta melodyjka. Czekam na odpowiedź.
Jeśli nie stać was by kupić te wszystkie płyty, powinniście sobie sprawić "Gutter Water', serio. Podejrzewam, że dobra sprzedaż zrobiła by im tylko dobrze.
sam nie wierzę ale jaram się nawet rapem alchemista tu, nieźle mają poturbowane w głowie ale udało się zrobić album z przepięknym klimatem, wchodzi od początku do końca bez bólu i skipów, na obecną chwilę wrzucam w tabelkę do top 5 roku, dodatkowo mają najlepsze wideoklipy http://www.youtube.com/watch?v=jmGkVBfz_RI dokładne takiego czegoś oczekuję od 'niezależnego' rapu
Waszymi dolarami nie pogardził by zapewne również Nas, także nie pozwólcie by Kelis oskubała go do cna. Przesympatyczny album z Damianem Marleyem to było to na co czekałem biorąc pod uwagę fakt, że Nasir kompletnie nie potrafi sobie dobierać podkładów muzycznych. Z tego co wyczytałem to i tak wyszedł plastik ale słucha się tego zajebiście kurwa i jest Wayne gościnnie.
Na koniec dwie perełki: 'Recovery' i '16 Pieces'. Ciężko mi cokolwiek napisać o albumie francuzów bo nie rozumiem nic a nic z tego o czym śpiewają, ale muzycznie to wprawia w taki nastrój, że hej. Najcieplejsze brzmienie o jakim mogę pomyśleć. Oxmo Puccino fajnie rapuje gościnnie. Ta muzyka powoduje radość, szczęścieeee. Gdyby połączyć rap Eminema z graniem Hocus Pocus to powstała euforia zniszczyła by populację ludzką. Nie ma lepszego rapera chyba, może i bity nie robią, ale nie obchodzi mnie to, słuchałem tego albumu najczęściej w zeszłym roku. W sumie to zamiast pisać te dyrdymały powinienem pracować w pracy także wymyślę jedynie tytuł i lecę a wam i sobie życzę równie owocnego roku 2011 bo dziesiątka dała radę.
Ps. Jeśli nottz jest chujowym raperem, to znaczy, że jesteś chujowym słuchaczem.
Yo


1 komentarze:
kurna myslalem ze jezozwierz wydaje reedycje swojego albumu na winylu :P
Prześlij komentarz